Bielowicko, Biery, Grodziec, Iłownica, Jasienica, Jaworze, Landek, Łazy, Mazańcowice, Międzyrzecze Dolne, Międzyrzecze Górne, Roztropice, Rudzica, Świętoszówka, Wieszczęta
REGION.info.pl
TV REGION Kontakt
Menu









Historia Regionu - Piotr Kropka
Wrzesień 1939 w regionie  poniedziałek, 09 Listopad - 22:44

1 września bieżącego roku minęła 70 rocznica zbrodniczej napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę. Rankiem 1 września 1939 roku uderzeniem na naszą Ojczyznę Hitler rozpętał II wojnę światową. Polska, po dwudziestu latach niepodległości znów została poddana ciężkiej próbie. Niestety, uległa przewadze wrogów. Niemiecki Wermacht zadał Armii Polskiej druzgocącą klęskę, a 17 września tegoż roku , "ciosem w plecy", zdradziecką napaścią, dokończył dzieła zniszczenia Józef Stalin, którego Armia Czerwona najechała Polskę od wschodu. Rzeczpospolita popadła w kolejną niewolę, która tak naprawdę zakończyła się dopiero w 1989 roku.


 


Historia września 1939 roku na Śląsku Cieszyńskim jest bardzo krótka. Mieści się zaledwie w trzech pierwszych dniach tego miesiąca. Chodzi oczywiście o aspekt militarny. Niniejszy artykuł jest próbą przedstawienia tych kilku tragicznych dni na obszarze naszych wiosek, naszego regionu.


Polscy sztabowcy bardzo późno przystąpili do opracowywania planów obrony kraju na wypadek wojny z hitlerowskimi Niemcami. Praktycznie dopiero zaostrzenie stosunków polsko - niemieckich w pierwszych miesiącach 1939 roku, oraz zagarnięcie Czechosłowacji przez Hitlera zmusiło polski Sztab Główny do przygotowań wojennych. 


W dniach 22 -23 marca 1939 powstał ogólny zarys organizacji armii na wypadek wojny. Utworzono wtedy sztaby armii i samodzielnych grup operacyjnych (SGO): "Narew", "Modlin", "Pomorze", "Poznań", "Łódź", "Kraków" i "Prusy".


Szczególne znaczenie miała Armia "Kraków", którą dowodził gen. bryg. Antoni Szyling. Miała ona bronić ważnego dla Polski (ze względów gospodarczych, militarnych i politycznych) obszaru Śląska, a jednocześnie przewidziano dla niej rolę swoistego "zawiasu" na wypadek odwrotu pozostałych armii (miała ona wycofywać się na wschód w razie konieczności jako ostatnia). Kierunku południowo - zachodniego miała bronić Grupa Operacyjna (GO) "Bielsko", którą dowodził gen bryg. Mieczysław "Boruta" Spiechowicz. 


GO "Bielsko" wchodziła rzecz jasna w skład Armii "Kraków". Tworzyły ją: 21 Dywizja Piechoty Górskiej, 6 Dywizja Piechoty, I Brygada Górska oraz Śląsko - Cieszyńska Półbrygada Obrony Narodowej (ON). Tę ostatnią jednostkę tworzyły 3 bataliony: I i II cieszyński oraz I bielski. Końcem września została ona przemianowana na 202 Pułk Piechoty i włączona w skład 21 DPG dowodzonej przez gen. bryg. Józefa Kustronia. To właśnie ta dywizja bronić miała Ziemi Cieszyńskiej.


Główna linia obrony przebiegała na odcinku Pszczyna - Czechowice - Bielsko - Żywiec. Przed tą linią wysunięte  zostały opóźniające  punkty oporu w rejonie Cieszyna i Skoczowa. Obronę starano się zorganizować na linii rzek: Wisła (od Skoczowa do Zarzecza) i Iłownica - Wapienica (na odcinku bielskim). Późną wiosną rozpoczęto wznoszenie fortyfikacji w rejonie Skoczowa i Bielska. Były to zazwyczaj lekkie schrony betonowe, które jeszcze dziś można podziwiać. W sierpniu budowano także umocnienia polowe, najczęściej zwykłe okopy. Należy w tym miejscu podkreślić znaczny udział społeczeństwa. Prace takie prowadzono na odcinku od Komorowic przez Międzyrzecze Górne, Rudzicę, Wieszczęta, Łazy aż do Grodźca.


Pod koniec sierpnia zaczęły swe pozycje zajmować oddziały polskie. Nasz region został obsadzony przez 202 PP, którego dowódcą był ppłk dypl. J. Gabryś. Pułk ten wsparty był przez 3 Dywizjon 21 Pułku Artylerii Lekkiej z 21 DPG. Główne siły pułku stały pod Skoczowem, natomiast słabsze pododdziały obsadzały linię od Pierśca przez Rudzicę do Bielska. W Grodźcu stacjonowała 9 bateria (4 działa) 3 Dywizjonu, zaś w Rudzicy 8 bateria (warto tu nadmienić, że w 9 baterii służył jako oficer ogniowy ppor. rez. Karol Fizek, nauczyciel pochodzący z Landeku, który w czasie kampanii wrześniowej dostał się do niewoli sowieckiej i zginął w Katyniu w 1940 roku).


Nadszedł wreszcie 1 września. W godzinach rannych granicę polsko - niemiecką przekroczyły oddziały Wermachtu. Od zachodu na Śląsk Cieszyński uderzał XVII korpus 14 Armii niemieckiej. Tworzyły go 44 i 45 dywizje piechoty. Jako pierwszy padł Jabłonków na Zaolziu, zaś około 11.00 Niemcy wkroczyli do Cieszyna. Niemieckie bombowce zbombardowały Bielsko, Skoczów, Strumień oraz ważniejsze drogi, szlaki kolejowe i dworce. Po wyparciu spod Cieszyna polscy żołnierze zajęli obronę na linii Wisły, opierając się głównie o fortyfikacje w Pogórzu. Wysadzono też most na Wiśle w Skoczowie. Już od godzin rannych drogi od Skoczowa w stronę Bielska zapchane były uciekinierami. Ludność uciekała głównie tzw. "cesarką" przez Grodziec - Świętoszówkę - Jasienicę - Jaworze, a także przez Roztropice - Rudzicę - Międzyrzecze i Pierściec - Iłownicę - Landek - Ligotę lub Rudzicę. 


Sytuacja militarna pogorszyła się, gdy popołudniem 1 września Niemcy zajęli Strumień. Był to efekt manewru okrążającego główne pozycje polskie pod Skoczowem. Niemcy podobne manewry stosowali przez całą wojnę. Napotykając twardą obronę (a taką napotkali w Pogórzu) nie uderzali na wprost, lecz szukali luki w pozycjach obrońców lub oskrzydlali ich. Tak też stało się między Skoczowem a Strumieniem. Wyparci za Strumienia Polacy wycofali się do Chybia.


Prawdopodobnie nocą z 1 na 2 września wzmocnione zostały oddziały polskie między Bielskiem a Skoczowem. Był to dobry ruch z polskiej strony, bowiem 2 września okazał się najbardziej decydującym dniem w obronie regionu. Już rankiem 2 września Niemcy podeszli do Iłownicy drogą leśną ze Zaborza, które zajęli po zdobyciu Strumienia. Na Kępie Iłownickiej oraz w Rudzicy stacjonowały oddziały polskie, które otwarły ogień z trzech karabinów maszynowych i być może artylerii. Wysadzono też mosty na rzece Iłownicy (także w Landeku). Nie wiadomo jak długo trwała wymiana ognia w Iłownicy. W jej wyniku zginęło 2 żołnierzy polskich, zaś straty Niemców są nieznane. Jeśli wierzyć wspomnieniom jednego z mieszkańców, zabitych i rannych miało zostać w sumie 43 żołnierzy niemieckich, ale nie można tej liczby traktować za całkowicie pewną. Po  potyczce Niemcy zebrali w dzielnicy "Wieś" kilkudziesięciu mieszkańców i pod groźbą rozstrzelania żądali wskazania gdzie wycofali się polscy obrońcy. Sytuacja stawała się groźna. Niemcy mieli wziąć kilku zakładników, których wypuścili dopiero po przejściu wszystkich swoich oddziałów. Dwóch polskich żołnierzy, którzy zginęli w pobliżu iłownickiego dworu, mieszkańcy wioski pochowali na cmentarzu w Rudzicy, ale w późniejszym czasie Niemcy zabrali ciała. Ich dalszy los jest nieznany.


Do ciężkiej walki doszło w Landeku. Popołudniem od strony Ligoty nadjechały dwa czołgi niemieckie. Wyruszyły one z Czechowic, które Niemcy zajęli 2 września. Czołgi te zostały ostrzelane w Zabrzegu, później w Ligocie, aż dotarły do Landeku, gdzie zostały zniszczone przez polskich żołnierzy. Nie wiemy oczywiście, czy zniszczyła je swoim ogniem 8 bateria stacjonująca w Rudzicy, czy też poradzili sobie z niemieckimi tankami polscy piechurzy stacjonujący w Landeku. Byłoby to możliwe, bowiem we wrześniu 1939 roku polska piechota była uzbrojona w doskonały karabin przeciwpancerny KB Ur wzór 1935, któremu w tym czasie nie były w stanie oprzeć się żadne czołgi niemieckie. Niestety, nie udało się też ustalić, gdzie dokładnie zostały zniszczone owe czołgi. 


Do ciężkiej walki doszło w Landeku. Popołudniem od strony Ligoty nadjechały dwa czołgi niemieckie. Wyruszyły one z Czechowic, które Niemcy zajęli 2 września. Czołgi te zostały ostrzelane w Zabrzegu, później w Ligocie, aż dotarły do Landeku, gdzie zostały zniszczone przez polskich żołnierzy. Nie wiemy oczywiście, czy zniszczyła je swoim ogniem 8 bateria stacjonująca w Rudzicy, czy też poradzili sobie z niemieckimi tankami polscy piechurzy stacjonujący w Landeku. Byłoby to możliwe, bowiem we wrześniu 1939 roku polska piechota była uzbrojona w doskonały karabin przeciwpancerny KB Ur wzór 1935, któremu w tym czasie nie były w stanie oprzeć się żadne czołgi niemieckie. Niestety, nie udało się też ustalić, gdzie dokładnie zostały zniszczone owe czołgi. 



W wiosce tej doszło jeszcze do jednej potyczki. Miała ona miejsce przy drodze Chybie - Jasienica. Polscy żołnierze ścinali przydrożne drzewa, by zatarasować drogę. Wtedy albo tzw. "Wieczną" albo od strony Landeku (nie ma co do tego jasności) nadeszli Niemcy. W wyniku strzelaniny Polacy zmuszeni zostali do wycofania się w stronę Ligoty. Niemcy ponieśli straty, czego dowodem jest istniejący do dziś grób niemieckiego żołnierza na skrzyżowaniu drogi Chybie - Jasienica z "Wieczną".


Tego  samego dnia niemieckie wojska powoli posuwały się w stronę Bielska. Opór w Pogórzu został wreszcie przełamany i niemieckie oddziały kierowały się wzdłuż "cesarki" na wschód. Jeszcze 2 września przez Iłownicę wkroczyli do Rudzicy. Zajęli także Grodziec, Landek i Roztropice.


3 września, wobec wycofywania się oddziałów polskich za Białą, Niemcy ruszyli na Bielsko. Nad ranem na Świętoszówce zginęli dwaj polscy żołnierze. Bliższe szczegóły tego wydarzenia nie są mi znane. Rankiem przez Jasienicę, od strony Łazów przeszły rozwinięte oddziały piechoty niemieckiej. Nie napotykając oporu doszły do Międzyrzecza, gdzie działała silna grupa niemieckiej V kolumny (organizacja dywersyjna). Tam żołnierze Hitlera witani byli z radością. Podobnie jak w Jasienicy, choć tutaj oddziały zmechanizowane, poruszające się "cesarką" napotkały na opór w rejonie fabryki mebli, gdzie zginęło 3 polskich żołnierzy, a także w rejonie stacji kolejowej. Tu, jak pisze pani Joanna Kubaczka, siedmiu polskich żołnierzy z jednym karabinem maszynowym stawiało opór całemu niemieckiemu batalionowi (ok. 600 ludzi, wspartych bronią maszynową, pojazdami pancernymi i lekką artylerią). Gdy skończyła się amunicja, Polacy poddali się. Także w Jasienicy, podobnie jak w Iłownicy, pociągnięto do odpowiedzialności ludność cywilną, lecz tym razem polała się krew. Niemcy dokonali egzekucji na kilku mieszkańcach. 


Działania strony polskiej w naszym regionie należy uważać tylko za działania osłonowe, mające opóźnić marsz Niemców i dać czas pozostałym siłom polskim na odwrót. Polacy nie stawiali zdecydowanego, zażartego oporu, takiego choćby na miarę Westerplatte, Wizny czy Węgierskiej Górki, choć teren był do tego dość dobrze przygotowany. Było to   związane   z sytuacją   na   innych   odcinkach frontu. Na południu  pod Chabówką i Jordanowem Niemcy mocno naciskali na 10 Brygadę Kawalerii Zmechanizowanej płk Maczka. Mimo twardego oporu Polacy byli spychani na północ, co zagrażało lewemu skrzydłu Armii "Kraków". Jeszcze gorsza była sytuacja pod Pszczyną. Mimo, że i tu Polacy stawili zacięty opór, Niemcom udało się rozbić 6 DP. Przekroczyli oni Wisłę i zajęli Czechowice. Choć jeszcze tego samego dnia wyparł ich z miasta I bielski batalion ON, to jednak istniało realne zagrożenie odcięcia GO "Bielsko" od reszty sił. Natomiast najgroźniejsza sytuacja pojawiła się pod Częstochową. Tam niemieckie oddziały pancerne rozbiły 7 DP i wyszły na przestrzeń operacyjną w stronę Warszawy, zagrażając jednocześnie całemu prawemu skrzydłu Armii "Kraków". Wobec takiego stanu rzeczy, w nocy z 2 na 3 września rozpoczęła ona odwrót. Polacy z 202 pp i 4 Pułku Strzelców Podhalańskich wraz z pododdziałami wsparcia wycofywali się przez Jasienicę - Jaworze - Bielsko oraz Międzyrzecze - Mazańcowice - Bielsko za rzekę Białą.  Ostatnie oddziały GO "Bielsko" opuściły Śląsk Cieszyński popołudniem 3 września. 


Jak widać walki w naszym regionie trwały zaledwie 2 - 3 dni. Dokładnie nie wiadomo ilu zginęło naszych żołnierzy. Nie są też znane dokładne straty Niemców. Choć w planach polskich sztabowców to właśnie w tym rejonie polskie oddziały miały utrzymywać się jak najdłużej, Niemcy szybko doszli do Białej, a potem i dalej. Z umocnień koło Bielska nie oddano ani jednego strzału. Bynajmniej nie należy się z tego faktu smucić. Prawdziwy horror wojny nasz region przeszedł w 1945 roku, gdy nadeszła Armia Czerwona. Front utknął tutaj na okres od lutego do końca kwietnia, co naturalnie musiało zaowocować straszliwymi zniszczeniami. Obrazu okropności dodały jeszcze rabunki, gwałty i represje zgotowane przez czerwonoarmistów. Nie byli to bowiem wyzwoliciele, a niosący nową niewolę żołdacy.


To tylko część historii września 1939 roku w naszym regionie. Zapewne wiele jeszcze ciekawych i ważnych informacji tkwi w pamięci najstarszych mieszkańców. Stąd gorąca prośba, aby podzielić się tymi wspomnieniami z ludźmi, dla których historia regionu nie jest ani obca, ani obojętna. 

W niniejszym artykule korzystałem z następujących prac: Grzelak Cz., Stańczyk H., Kampania polska 1939, Warszawa 2005; Kubaczka J., 700 lat Jasienicy, Kraków 2005; Dzieje kościoła i parafii pw. Opatrzności Bożej w Ligocie, red. J. Miłkowski, Czechowice - Dziedzice - Ligota 2006; Steblik W., Armia "Kraków", Warszawa 1989;Wrzoł J., Tyc W., Cmentarz w Zabrzegu, Czechowice - Dziedzice - Zabrzeg 1995; relacje ustne mieszkańców.


 

Dzieje OSP w Iłownicy wg Stanisława Kropki  poniedziałek, 09 Listopad - 22:39

Od razu przyznaję się, że nie jestem autorem poniższego tekstu. Historię OSP w Iłownicy spisał mój nieżyjący już dziadek, Stanisław Kropka. Nie był zawodowym historykiem, ale jego pasja do historii regionu, którego był dzieckiem, zaowocowała wydaną drukiem "Kroniką Iłownicy". Niniejszego tekstu nie zdążył już opublikować. Na jakiś czas "Kronika OSP w Iłownicy" (bo tak zatytułował swe dzieło dziadek), popadła w niepamięć. Porządkując niedawno swoje domowe archiwum natknąłem się na rękopisy dziadka. Jeden udostępniłem panu Czesławowi Szkorupie, by można  było odtworzyć  zaginioną kronikę Straży Pożarnej, która znajdowała   się w remizie. Drugi egzemplarz postanowiłem opublikować, aby przybliżyć zainteresowanym historię iłownickiej OSP. Tekst ten uważam poniekąd za osobliwe źródło historyczne, bowiem wiele informacji w nim zawartych dziadek znał z autopsji. Dodać pragnę, że dzieje OSP kończą się na latach 1987 - 1088, bo później Stanisław Kropka starał się o wydanie drukiem "Kroniki Iłownicy", którą uważał za dzieło ważniejsze. Potem przyszła choroba i śmierć w 1993 roku. Niech więc teraz, po 16 latach, dzieje OSP w Iłownicy ujrzą światło dzienne. Kilka uwag co do tekstu. Pozwoliłem sobie nieco go poprawić, by był w miarę zrozumiały. Pierwotnie rękopis spisany był na  zasadach   przedwojennej   ortografii i gramatyki, więc dla współczesnego czytelnika mógłby być trudny w odbiorze. Zmiany te są niewielkie i nie wpłynęły na treść merytoryczną tekstu. Tam, gdzie uznałem za stosowne zamieściłem własne uwagi - znajdują się w kwadratowych nawiasach. Natomiast nawiasy zwykłe są integralną częścią "Kroniki...".



Ochotniczą Straż Pożarną w Iłownicy założono w 1921 roku. W czerwcu w/w roku wybuchł groźny pożar, którego pastwą padły trzy gospodarstwa - p. Łacioka nr 114, p. Fajkisa nr 44 i p. Sojki nr 43. W płomieniach poniósł śmierć czteroletni syn p. Łacioka, którego nie zdążono uratować. Należy tu nadmienić, że w tym czasie prawie 75 % wioski miało zabudowę drewnianą, dachy kryte były słomą, czyli strzechą. Pożar ten był jakby bodźcem do zbiorowego przeciwstawienia się żywiołowi ognia.


Garstka założycieli zaczęła myśleć o zorganizowanej obronie przeciwpożarowej. Założycielami tymi byli: Jerzy Brzóska (listonosz), jego brat Jan (mistrz rybacki), bracia Faranowie - Jan (pierwszy komendant), Józef i Franciszek (wszyscy byli rolnikami), Józef Karosek (szewc), Jan i Andrzej Mencnarowscy (rolnicy), Franciszek Tymon (mistrz budowlany) i jego syn Józef, bracia Wach - Franciszek (stolarz) i Jan (murarz), bracia Zbijowscy - Karol i Józef (murarze) oraz Jan Gawlas (rolnik), który ofiarował plac (działkę) pod budowę przyszłej remizy. Po przejęciu przez władze polskie folwarku byłej Komory Cieszyńskiej, został on rozparcelowany, zaś do dyspozycji nowo założonej Straży Pożarnej pozostała dworska, dwukołowa, ręczna sikawka typu Knaus oraz kilka metrów węży.


Jako remiza Straży została tymczasowo odstąpiona szopa komendanta Farany, umiejscowiona koło jego gospodarstwa. Członkowie Straży za własne pieniądze nabyli umundurowanie i sprzęt osobisty strażaka. Z pomocą miejscowego społeczeństwa na darowanym placu zaczęto budować remizę. W dniu 30 V 1925 roku nastąpiło uroczyste przekazanie i poświęcenie remizy przez proboszcza ks. Ferdynanda Niemca, według starej tradycji i zwyczajów.


Stopniowo szeregi  członków Straży  Pożarnej  powiększały się. Na przysiółku [ w dzielnicy - Piotr Kropka, dalej PK] Dół powstał drugi pluton Straży. W odległości około 60 metrów od tzw. Waniołkowego Krzyża po lewej stronie drogi w kierunku Landeku, Straż wybudowała drugą remizę. Miejsce pod budowę odstąpił Jan Sojka. Tu Straż popełniła błąd, ponieważ nie przeprowadzono ofiarowania działki przez księgi notarialne. W wyniku sporów i waśni około 1935 roku właściciel gruntu kategorycznie nie zgodził się na istnienie remizy na jego działce, a Straż nie mogła wykazać się dokumentem, który potwierdziłby własność działki. Wobec takiego obrotu sprawy remizę rozebrano, zaś z pozostałych materiałów przybudowano małą świetlicę przy pierwszej remizie oraz połączono oba plutony. 


Po śmierci komendanta Farany w 1934 roku (nabawił się zapalenia płuc przy gaszeniu pożaru) stanowisko komendanta piastował do końca wojny, tj. do 1945 roku , Karol Zbijowski.  Zastępcą  jego był Alojzy Tomnik, który wykazywał bardzo żywą działalność w szeregach OSP w okresie przedwojennym, jak i powojennym. Praca w tutejszej Straży szła bardzo rytmicznie. Jednostka wzbogaciła się do okresu wojny o dwie sikawki ręczne, konne oraz w odpowiedni sprzęt przeciwpożarowy. 


Nadszedł rok 1939 - wojna. Z różnych przyczyn losowych prawie dwie trzecie członków opuściło szeregi OSP, jak i rodzinne domy. Okresu okupacji nie będę opisywał, bo to już inny rozdział [autor miał zapewne na myśli rozdział dziejów, lub inny temat - PK]. Wyzwolenie, a raczej działania wojenne linii frontu zbliżyły się zimą 1945 roku. Front zatrzymał się w dniu 13 II 1945 właśnie w Iłownicy. Dwie trzecie miejscowości zajęła Armia Czerwona, zaś pozostała część w dalszym ciągu była w rękach okupanta. Trwały działania bojowe, codziennie płonęły zabudowania. Mnożyły się wypadki zabitych i rannych cywilów podczas gaszenia własnych domostw. W końcu ludność została ewakuowana poza linię frontu. Dopiero w ostatniej dekadzie kwietnia linia ta przesunęła się dalej na zachód (Cieszyn wyzwolono dopiero 1 maja1945). Mieszkańcy wracali z ewakuacji. Zastali ze swych domostw ruiny i zgliszcza, na każdym kroku pełno amunicji, niewypałów oraz zaminowanych pól i  dróg. Pomimo częściowego zabezpieczenia pól minowych przez radzieckich saperów w dalszym ciągu mnożyły się wypadki nastąpień mieszkańców na miny. Na przykład pod ocalałą remizą OSP poniósł śmierć od nastąpienia na minę najaktywniejszy strażak - druh Jerzy Brzóska wraz ze swym dziewięcioletnim wnukiem. Dotychczasowy komendant Karol Zbijowski od nastąpienia na minę na własnym polu stracił nogę. Iłownica w czasie 1939 -1945 zapłaciła swój wojenny "haracz" - około 55 mieszkańców, którzy zginęli na różnych frontach, w czasie działań wojennych na miejscu oraz w obozach koncentracyjnych czy jenieckich. Poza tym pozostało 22 inwalidów wojennych. W okresie walk frontowych spłonęło 76 obiektów mieszkalnych i gospodarczych co stanowi ok. 60 % wsi, zaś prowincja [ dzielnica  -  PK] Wieś została spalona prawie w 80 %. Inwentarz żywy przepadł prawie w 90 %. 


Mieszkańcy miejscowości nie załamali się. Natychmiast przystąpiono do odbudowy, nieraz budując tymczasowe pomieszczenia mieszkalne, by w dalszym ciągu rozpocząć gruntowną odbudowę. Stopniowo wieś zaczęła podnosić się z ruin i zgliszcz. 


Pierwsze protokołowane  zebranie Straży  po wojnie odbyło się 2 VII 1945 roku. W miejsce komendanta druha Zbijowskiego (który przebywał w szpitalu po tym jak stracił nogę) powołany został druh Alojzy Tomik. Zebranie rozpoczęło się pięknym zwyczajem - odśpiewaniem hymnu narodowego "Jeszcze polska nie zginęła...", zaś na zakończenie  odśpiewano "Nie rzucim ziemi skąd nasz  ród...". Ciszą uczczono zmarłych i zaginionych członków Straży od 1939 roku wymieniając kolejno nazwiska. Jako ostatni zginął od miny druh Jerzy Brzóska już po zakończeniu działań wojennych tj. 4 V 1945. Zebranie odbyło się w remizie. Świetlica była tymczasowo zamieszkała przez rodzinę Wojtyła - Czylok (brak mieszkania, gdyż dom tych rodzin został spalony). Z protokołu nr 5 z 16 IX 1945 roku przedstawiał się stan majątkowy OSP w Iłownicy - remiza już odremontowana, jedna sikawka ręczna, czterokołowa, zaprzęg konny, 2 odcinki węża ssącego, 3 odcinki węża tłocznego (około 75 metrów bieżących), jedna drabina, 3 hełmy stalowe, 2 mosiężne, 2 toporki bojowe z pasami, zaś umundurowania żadnego. 



 Na uwagę zasługuje protokół nr 8 z 18 VIII 1946 roku. Po rocznej działalności wynika,  że jednostka tutejsza działała bardzo aktywnie. Umundurowanie było zaspokojone w 60 %. Była wzmianka o obchodach Tygodnia Straży Pożarnej, który w owym czasie obchodzono w dniach 1 IX - 8 IX [tę informację autor prawdopodobnie spisał z innego protokołu, bowiem daty te nie zgadzają się z protokołem nr 8 - PK]. W tym tygodniu również obchodzono 25 - lecie OSP w Iłownicy. Zachował się wykaz darowizn gotówkowych ofiarowanych przez miejscowych obywateli oraz sąsiednich OSP. Z okazji jubileuszu uzbierano kwotę 10715 zł. Dla orientacji podam, że przeciętny zarobek robotnika wynosił około 2000 zł miesięcznie. 


Rok 1947. Straż Pożarna posiadała 29 członków czynnych, 6 wspierających, 1 honorowego (były komendant inwalida wojenny Karol Zbijowski) oraz 5 druhen drużyny żeńskiej. W protokole nr 4 z 18 V 1947 roku znalazła się wzmianka, że zgodnie z rozkazem Komendanta Powiatowego nr 3/47 należy przeprowadzić wybory prezesów w jednostkach OSP zaś nazwę "komendant" przemianować na naczelnik. Pierwszym prezesem wybrany został druh Józef Karosek, zaś naczelnikiem pozostał w dalszym ciągu Alojzy Tomik, a jego zastępcą Józef Kopeć, późniejszy naczelnik aż do 1986 roku. W dalszym ciągu Straż pracowała     bardzo  aktywnie. Nawiązała ona  współpracę   kulturalno -  oświatową z miejscowym Kołem Macierzy Szkolnej. W 1947 roku przypadała setna rocznica założenia na Śląsku Cieszyńskim Książki Polskiej oraz Macierzy Szkolnej i do uroczystości tych czynnie włączyła się jednostka tutejszej OSP. 


Pod koniec 1948 roku OSP nabywa pierwszą motopompę, zaś w 1949 roku ciężki wóz bojowy konny za kwotę 250 tys. zł. Jednostka liczyła w tym czasie 40 członków czynnych, 6 wspierających oraz 10 druhen drużyny żeńskiej. Był to najaktywniejszy okres działalności od założenia Straży. 


Lata 1950 - 1956 to okres drętwoty organizacyjnej, duży wpływ miały tu wypaczenia społeczno-polityczne ówczesnych władz tzn. "kult jednostki", "okres stalinowski". Na przykład w 1953 roku powrócono do "komendantów" i zlikwidowano funkcję prezesów. Stanowisko komendanta w tym okresie piastował Józef Karosek, zaś zastępcami byli J. Kopeć i J. Chrapek. Po "odwilży" październikowej w 1956 roku ponownie wrócono do prezesów. Stanowisko prezesa przejął druh Wiktor Farana. Jednostka Straży zaczęła pracować znów na wzmożonych obrotach. Już 13 VII 1958 roku zostaje uroczyście przekazana  nowa remiza. W 1960 roku nabyty zostaje  pierwszy samochód strażacki. W czerwcu 1961 roku założono przy straży Amatorski Zespół Widowiskowo - Teatralny "Arlekin" pod kierownictwem druha Antoniego Chrapka, późniejszego prezesa. Jak wynika z późniejszej relacji zespół odniósł sukcesy nie tylko na terenie tutejszych miejscowości. Przy zespole powstała komórka recytatorska odnosząca sukcesy na występach recytatorskich w Katowicach. W 1968 roku zaszły małe zmiany w zarządzie. Prezesem został Józef Karosek, naczelnikiem Józef Kopeć, w miejsce sekretarza druha Franciszka Wacha wybrano druha Wiktora Chrapka, a skarbnikiem został Ludwik Szkorupa. 


W 1973 roku powstał projekt budowy świetlicy (sali) dla OSP oraz sklepu spożywczego, wspólnie z GS Jasienica. Na ten cel spółdzielnia deklarowała 300 tys. zł (przeciętny zarobek pracownika w owym czasie to około 3000 zł miesięcznie). Niestety nowy podział administracyjny likwidujący powiaty i gromady, a wprowadzający większą ilość województw [ w tym województwo bielskie - PK] niweczy te plany. Przez następne lata sprawa budowy "przycichła".


 Po śmierci prezesa druha Karoska wybrano na prezesa druha Antoniego Chrapka. Nowy prezes wznowił projekt rozbudowy obiektów OSP. W 1980 roku powołano Społeczny Komitet Rozbudowy Remizy w Iłownicy. W jego skład weszli: Józef Waleczek (przewodniczący), Dominik Duźniak (sekretarz), Florian Kopeć (nadzór techniczny), Bronisław Mencnarowski (magazynier materiałów budowlanych), Teofil Brzóska i Walenty Urbańczyk. Ze strony członków OSP weszli: Antoni Chrapek, Stanisław Kropka (I skarbnik), Ludwik Szkorupa (II skarbnik), Józef Kopeć. 


Budowę rozpoczęto w 1981 roku. Kosztorys w owym czasie wynosił około 11 milionów zł. OSP dysponowało kwotą 250 tys. zł, reszta miała być darowizną społeczeństwa oraz pracami społecznymi. Postępująca inflacja pieniądza spowodowała, że całkowity koszt budowy zamknął się kwotą 5,5 miliona zł. Budowę zakończono przy wsparciu finansowym Urzędu Gminy w Jasienicy oraz Wojewódzkiej Komendy OSP w Bielsku. 22 VII 1984 roku, w 40 - lecie PRL [nie jest to nic dziwnego, w całym okresie peerelowskim wszelkie ważne wydarzenia, otwarcia, uroczystości odbywały się właśnie 22 lipca, to był taki propagandowy zabieg komunistów - PK] przekazany został piękny obiekt, tj. sala, świetlica, zaplecze gospodarcze (kuchnia, magazyny, szatnia, WC, kotłownia).


Lata następne to jakby czas odprężenia. W 1986 roku umiera naczelnik Józef Kopeć, w jego miejsce wybrano druha Franciszka Sojkę. W lipcu 1986 roku GS uruchomił przy Domu Strażaka sklep spożywczy (kiosk), pod który płytę i fundamenty wykonała OSP. Natomiast w 1987 roku powstał projekt budowy zaplecza (...) [dalej tekst nieczytelny - PK].


Obecny skład Zarządu [na rok 1987 lub 1988 - PK]: Antoni Chrapek (prezes), Franciszek Sojka (naczelnik), Stanisław Jurak (sekretarz), Florian Tymon (skarbnik), Stanisław Kropka (kronikarz), Alojzy Chrapek (gospodarz), Zdzisław Czakon (drużynowy młodzieży) i Anna Tomik (członkini Zarządu i przewodnicząca KGW).



Szara eminencja z Rudzicy  poniedziałek, 09 Listopad - 22:35

Z przyjemnością prezentujemy Państwu nowy cykl artykułów o tematyce historycznej prezentującej nasz region. Autorem artykułów historycznych jest Piotr Kropka mieszkaniec Iłownicy, absolwent Wydziału Nauk Społecznych na kierunku Historia Uniwersytetu Śląskiego. Piotr Kropka podjął się opracowywania na bazie materiałów źródłowych monografii historycznej o Rudzicy. Mamy nadzieję, że spodoba się Państwu tematyka poruszana na tej stronie Regionu.



Władza kusi. Władza daje wiele możliwości. Pozwala osiągnąć cele, których normalnie nie udałoby się osiągnąć. Stąd władza jest atrakcyjna. Tym bardziej, jeśli można przy okazji pomnożyć swój majątek i zadbać o świetlistą przyszłość dla rodziny. Jednak, żeby taki cel osiągnąć, trzeba często stać w cieniu oficjalnej władzy, trzeba działać za kulisami. Dla wielu właśnie taka forma wpływania na polityką jest najatrakcyjniejsza. Uważają się za realnych kierowników polityki czy gospodarki.


Ludzi, którzy rządzą w sposób nieoficjalny, często nazywa się „szarymi eminencjami”. Wielka historia zna wiele takich osobistości, jak choćby: biskup Zbigniew Oleśnicki, który faktycznie rządził Królestwem Polskim w pierwszym okresie panowania króla  Kazimierza   Jagiellończyka;   słynny   kardynał   Richelieu  we  Francji,   czy   znany z antypolskiego usposobienia kanclerz II Rzeszy Otto von Bismarck. Ale i na Śląsku Cieszyńskim żył kiedyś człowiek, który swą działalnością zasłużył sobie na miano „szarej eminencji” Księstwa Cieszyńskiego. Był nim kanclerz księstwa Wacław Rudzki z Rudz, pan na Rudzicy.


Rudzcy przybyli na tereny Księstwa Cieszyńskiego z ziemi oświęcimsko-zatorskiej. Miało to miejsce w początkach XVI wieku, gdy w Cieszynie panował książę Kazimierz II. Jednakże swą karierę Rudzcy rozpoczęli wraz z objęciem władzy przez jego wnuka Wacława III Adama, czyli od 1545 roku. Wydaje się, że Rudzcy zdobywali sympatię młodego księcia w okresie jego niepełnoletniości, gdy po śmierci Wacława II (był to syn Kazimierza II, zmarł w drodze do Rzymu), a następnie Kazimierza II regentem w Cieszynie był Jan z Pernsteinu. Jako, że Kazimierz II zmarł w 1526 roku, Rudzcy mieli sporo czasu, by zdobyć zaufanie następcy tronu.


Pierwszym znanym Rudzkim jest Erazm Rudzki. Początkowo nie pełnił on żadnych funkcji na dworze poza świadczeniem na dokumentach wystawianych w kancelarii książęcej. Oprócz tego uzyskał od księcia kilka nadań. I nagle, w 1545 roku Erazm Rudzki pojawia się jako marszałek księstwa, a jego syn, Wacław Rudzki, jako kanclerz. Awans Erazma nie musi dziwić. Był obecny na dworze od 1520 roku, a do 1540 był posiadaczem części wioski Łąka koło Cieszyna, czyli de facto szlachcicem. Natomiast Wacław Rudzki pojawia się pierwszy raz właśnie w 1545 roku i to od razu jako kanclerz! Tak szybki awans należy chyba tłumaczyć tym, że książę Wacław, będąc jeszcze niepełnoletnim, już dobierał sobie dworzan, przyjaciół, grono osób ściśle związanych z nim, a nie z rywalem, jakim niewątpliwie był Jan z Pernsteinu. Rudzcy prawdopodobnie byli pierwszymi, których książę związał z dworem. Nie wykluczone, że obaj, książę i przyszły kanclerz byli rówieśnikami, co mogło skutkować zażyłą przyjaźnią. To z kolei pomogło przebiegłemu ( bo z pewnością był przebiegły) Wacławowi Rudzkiemu w wywieraniu wpływu na księcia i budowaniu pozycji swojego rodu w księstwie.


Nie bez znaczenia było tu nadanie Rudzkim wsi Rudzica. Co prawda Erazm Rudzki niedługo nacieszył się nowym nabytkiem, bo w 1547 roku znika ze źródeł, co oznacza że zmarł w tymże roku lub następnym. Jednak pozostał Wacław Rudzki i to on, właśnie w oparciu o Rudzicę, stał się największym przedstawicielem rodu Rudzkich. 


Rudzica została nadana Rudzkim prawdopodobnie krótko po objęciu przez Wacława III Adama samodzielnych rządów. W tym samym też czasie dokonała się wymiana całej gromady czołowych przedstawicieli szlachty cieszyńskiej, która dotychczas była u steru rządów. Odeszli w cień starzy doradcy i urzędnicy, pamiętający czasy Kazimierza II. Ich miejsce  zajęli  ludzie  młodzi,  energiczni,  rządni  sławy,   bogactw  i   prestiżu w księstwie, a i poza nim. Na ich czele stał Wacław Rudzki.


Miał on zdecydowany wpływ na większość spraw dotyczących Księstwa Cieszyńskiego. Zaznaczyło się to przede wszystkim w dwóch ważnych dla księstwa aktach: „Porządku Kościelnym” z 1568  i w zbiorze praw i porządków ziemskich Księstwa Cieszyńskiego z 1573 roku, potocznie zwanym „Ordynacją ziemską cieszyńską”. W obu tych ważnych   aktach  Wacław  Rudzki  odegrał znaczną rolę.  W  obu przypadkach zresztą dbał o swój własny interes. Wiadomym bowiem jest, że szlachta miała znaczący wpływ na reformację, a właśnie zmianę wyznania na augsburskie sankcjonował „Porządek...” z 1568 roku. Działo się w myśl zasady „cuius regio, eius religio”, czyli „czyja władza, tego religia”. Trudna jest do sprezentowania ideologiczna, a może lepiej powiedziawszy, duchowa strona reformacji.  Nie  ma  na  to  mocnych  źródeł.  Pewnym  jest  jednak,  że  szlachta zyskiwała w skutek  zajmowania   majątków   kościelnych i zakonnych. Wiedział o tym Wacław Rudzki i stąd tak wielki jego wkład w powstanie „Porządku...”.  Podobnie zresztą w przypadku „Ordynacji ziemskiej” z 1573. Tu też odnoszono się m. in. do szlachty. Omawiano sprawy sądowe, majątkowe, dziedziczenia itp. czyli kwestie w owym czasie dla szlachty pierwszorzędne. Już z samego tekstu „Ordynacji...” wynika, kto był jej głównym redaktorem  - Wacław Rudzki z Rudz, pan na Rudzicy. Był to już czas, w którym był u szczytu potęgi, ród jego nabył szereg majątków i miał ogromny prestiż w księstwie. 


Poza tymi dwoma aktami Wacław Rudzki przewija się przez większość dokumentów wystawionych między 1545 a 1578 rokiem (to hipotetyczna data jego śmierci, wtedy pojawił się ostatni raz w źródłach). Są to dokumenty albo dla miast, albo dla cechów miejskich, albo wreszcie dla poszczególnych przedstawicieli szlachty cieszyńskiej. Za każdym razem wymieniany jest na pierwszym miejscu, co niewątpliwie podkreśla jego pozycję na dworze i rolę, jaką pełnił w księstwie. 


Jednakże faktycznym potwierdzeniem tego, jaką był osobistością, jest szereg nadań książęcych i zakupów, jakich się doczekał w swoim życiu. Jest to nie tylko dowód, rzecz jasna, na czerpanie korzyści płynących z „bycia u władzy”, lecz także przemawia za prawdziwą pozycją Wacława Rudzkiego  względem księcia i szlachty cieszyńskiej. Bowiem skala tego, co zbudował jest imponująca.


Jak już się rzekło, pierwszą, większą majętnością Wacława Rudzkiego była Rudzica. To właśnie ta wioska stała się bazą, podstawą dla dalszego pomnażania majątku. Jak wynika ze źródeł, Rudzki nie objął początkowo całej Rudzicy. Na jej części panem był pierwszy znany właściciel Rudzicy, Tomasz Rudzicki. W 1558 roku doszło do transakcji między nim a księciem Wacławem III Adamem. Książę nabył prawa do części wioski należącej  do  Rudzickiego,  ten  z  kolei  uzyskał od  księcia  wieś Harbutowice oraz dom z zagrodą w Skoczowie. Co ciekawe, za dom miał zapłacić Wacław Rudzki. Kojarząc fakty dochodzi się do takiego oto wniosku: za całą tą transakcją stał Wacław Rudzki. Przekonał księcia do zawarcia tej transakcji, zaś sam Rudzicki prawdopodobnie niewiele miał do powiedzenia. Książę uległ namowom swego kanclerza, dokonał zamiany z Tomaszem Rudzickim, a następnie (tego już w źródłach nie ma, ale nie trudno się domyśleć) nadał pozyskaną część Rudzicy Wacławowi Rudzkiemu. Takim sposobem kanclerz cieszyński stał się właścicielem całej ówczesnej Rudzicy.


Jeszcze nie mając w pełnym posiadaniu Rudzicy, Rudzki postanowił zadbać o to, aby  ta  część,  którą miał,  przynosiła  mu większe dochody. Jednym z kroków, jakie podjął w  tym  kierunku,  było  uzyskanie  książęcego  przywileju   na   ważenie    i   sprzedaż  piwa w Rudzicy. Miało to miejsce w 1557. Co ciekawe, książę wymógł na ten przywilej zgodę mieszczan  ze  Skoczowa,  którzy   dotychczas    mieli  jedyne  prawo  do   wyszynku   piwa w Rudzicy. To kolejny dowód na silną pozycję Wacława Rudzkiego. Dodać jeszcze należy, że odejście w tym wypadku od chronologii było celowe, bowiem ważniejszym wydarzeniem było uzyskanie Rudzicy, jako podstawy majątkowej. Przywilej uzyskany w 1557 dotyczył wioski Rudzicy, więc w 1558, gdy uzyskał całą osadę,  Rudzki nie musiał go rozszerzać. 


Właśnie od 1558 roku Rudzki rozpoczął swoistą ekspansję terytorialną. Już w roku 1563 nabył część Małej Rudzicy, która w tamtych czasach była osobną wioską. Jej właścicielem był Jan Barkala. W 1566 roku sprzedał on Wacławowi Rudzkiemu resztę wioski. Jeszcze w początkach lat 60 XVI wieku Rudzki prawdopodobnie skolonizował tereny dzisiejszego  Landeku,  a  następnie   uzyskał  nadanie   lasu   między   Rudzicą,   Landekiem i Iłownicą. Do 1571 roku nabył jeszcze Wacław Rudzki Olbrachcice i Szumbark. Wreszcie skierował ekspansję na Iłownicę. W styczniu 1571 roki nabył drogą kupna część Iłownicy, której właścicielem był wówczas Tomasz Mleczko. 


To kolejna, bardzo  interesująca sprawa w życiorysie Rudzkiego. Na podstawie źródeł można sądzić, że Rudzki dość długo starał się o zawarcie umowy z Tomaszem Mleczko. Nie można wykluczyć, że były to starania poparte siłą, bowiem mogło dojść nawet do spalenia dworu w Iłownicy. Jest to jednak tylko hipoteza. O intensywności sporu może świadczyć fakt, że Mleczko w latach 60 XVI wieku nabywał potwierdzenia książęce dla swych majętności. Tak jakby obawiał się ich utraty. Jednocześnie starał się uzyskać dostęp do dworu cieszyńskiego. Innymi słowy chciał mieć swój udział w „doradzaniu” księciu. Drogę do dworu blokował mu jednak Wacław Rudzki. Tu dochodzi się do sedna sprawy: Tomasz Mleczko  poświęcił część Iłownicy,  aby  móc  zaistnieć  w   wyższych   sferach   księstwa.  I rzeczywiście: po zawarciu umowy z Rudzkim, Tomasz Mleczko aż do śmierci w 1575 roku nieustannie przewija się w książęcych dokumentach, a jego potomkowie jeszcze w XVII wieku  sprawowali  wysokie  urzędy.  Zaś Rudzki  miał   kolejny  nabytek,  który  (jak wynika z późniejszych dziejów Iłownicy) przekazał w posagu jednej ze swych córek. 


Kupno  części   Iłownicy  było  ostatnim  nabytkiem Wacława Rudzkiego. Umarł w XII 1578 lub na początku 1579 roku, bowiem w XI 1578 pojawia się w źródłach po raz ostatni. Bez wątpienia, pod względem charakteru podejmowanych działań, było to człowiek, który  umiał robić użytek  z   pełnienia  wysokiego urzędu. Użytek dla księcia, dla szlachty, a najbardziej dla siebie i swego rodu. Jego wpływ na księcia musiał być ogromny, skoro książę odważył się złamać przywileje dane przez swego pradziada mieszczanom Skoczowa. Nie kto inny, jak Wacław Rudzki miał największy wpływ na redakcję „Porządku Kościelnego” (inaczej rzecz ujmując, miał wpływ na rozwój reformacji), a także na „Ordynację ziemską cieszyńską”. Ale to co zbudował trwało jeszcze długo po jego śmierci. Rudzcy prawie do drugiej połowy XVII wieku odgrywali znaczącą rolę w Księstwie Cieszyńskim. Jego potomkowie byli kanclerzami, hetmanami, sędziami. Córki Rudzkiego, jak również jego wnuczki wychodziły za maż za wielkich tamtych czasów. Bez wątpienia można też powiedzieć o Rudzkim, że był „szarą eminencją”. W żadnym bowiem źródle nie występuje jako główny autor projektów. O jego prawdziwej, mocnej pozycji, trzeba czytać między wierszami. Za jego ugruntowanym stanowiskiem i wpływem na księcia przemawia także skala rozbudowy majętności jakiej dokonał między 1558 a 1571 rokiem. Na Śląsku Cieszyńskim nigdy później nikt nie dokonał takich rzeczy i nie zbudował takiej pozycji. Można śmiało powiedzieć, że w okresie nowożytnym Wacław Rudzki z Rudz pan na Rudzicy był najpotężniejszym człowiekiem -  „szarą eminencją” Księstwa Cieszynskiego.


Strony: 1
Sobota,
Na forum
NOWY REGION DYSTRYBUCJA BEZPOŚREDNIA DO KAŻDEGO DOMU W GMINIE JASIENICA ROZPOCZĘTA!!!
pobierz jako PDF (30MB) »
  1. Opozycja w Gminie Jasienica
  2. Wywiad ze Sławomirem Masnym Wiceprzewodniczącym PO w powiecie bielskim
  3. Okiem radnego Mroczko o rondzie w Jasienicy
  4. Wywiad z radną powiatową Urszulą Bujok na temat szkolnictwa
  5. Pikantny wywiad z Wójtem Januszem Pierzyną
  6. Katastrofy budowlanej nie ma - o orlikach w Gminie Jasienica
W najbliższych wyborach samorządowych zagłosuję na:
Prawo-Rodzina-Wspólnota
Platforma Obywatelska
Prawo i Sprawiedliwość
na inną opcję
Wywiady
Autorskie
© 2008 Region. Wykonał Jarosław Brańka.
ˆ Do góry ˆ
Rollon  Ligota  Jasienica  TV Bielsko  Elektronika  Sklep  Ogłoszenia Bielsko-Biała