BestwinaBielsko-BiałaBuczkowiceCzechowice-DziedziceJasienicaJaworzeKozyPorąbkaSzczyrkWilamowiceWilkowice
Strona główna

informacje

Zabrakło ludzkiego odruchu

W czwartek wieczorem kierowca jadący jedną z ulic w Jawiszowicach zauważył leżącą na drodze sarnę. Zatrzymał się, zabrał ranne zwierzę do kliniki weterynarii w Czechowicach-Dziedzicach, ale tam usłyszał, że to sprawa leśników lub myśliwych. 

Ludzie, którzy zatrzymali się, by uratować sarnę, zawieźli poturbowane zwierzę do jednej z klinik weterynaryjnych w Czechowicach-Dziedzicach. Jak czytamy na facebook'owym profilu ośrodka „Mysikrólik” zajmującego się rehabilitacją dzikich zwierząt, lekarz odmówił pomocy twierdząc, że to nie jego sprawa tylko leśników lub myśliwych. Po dłuższym oczekiwaniu przed lecznicą na miejscu pojawili się przedstawiciele „Mysikrólika”, którzy zabrali sarnę do swojej kliniki w Bielsku-Białej.

- Taka sytuacja to niestety nie jest odosobniony przypadek. Nie wiem czym kierują się niektórzy ludzie wybierający studia weterynaryjne? Mam wrażenie że tylko sposobem na zarabianie pieniędzy. Nie chciałbym generalizować ani umniejszać w trudzie zdobycia takiego tytułu. Obserwując lekarzy weterynarii muszę przyznać, że to ciężka praca. Ale żeby nie zachować choćby trochę ludzkiego odruchu chęci niesienia pomocy (zwłaszcza lekarz weterynarii) i spojrzeć fachowym okiem na cierpiące zwierze? Przecież sposoby udzielania pierwszej pomocy żywemu organizmowi powinien znać – dziwią się Mysikróliku.

Na ripostę czechowickiej kliniki „Orka” nie trzeba było długo czekać. Na facebook'owym koncie kliniki pojawił się wpis, który przedstawia zaistniałą sytuację w innym świetle. - 8 lutego w naszej klinice pojawił się mężczyzna, który powiedział, że znalazł ranną sarnę w okolicy nie wspominając o tym, że ma ją w samochodzie. W związku z brakiem tej informacji poinstruowaliśmy pana zgodnie z obowiązującymi przepisami co należy zrobić w takim przypadku. Pan podziękował za informację i wyszedł z kliniki. Podkreślamy, że nie zostaliśmy poinformowani, że zwierzę jest w samochodzie, gdybyśmy o tym wiedzieli zwierzę zostałoby odpowiednio zaopatrzone i przekazane do ośrodka zajmującego się dzikimi zwierzętami. W rozmowie z właścicielem Ośrodka Rehabilitacji "Mysikrólik" dowiedzieliśmy się, że właściciel przyjechał pod naszą klinikę i zabrał zwierzę z samochodu osoby, która z nami rozmawiała i zawiózł do przychodni w Bielsku-Białej. Szkoda że pan z Ośrodka Rehabilitacji "Mysikrólik" nie poprosił nas o ratowanie zwierzęcia skoro wiedział, że znajduje się ono w samochodzie, a tylko zdążył wykonać zdjęcie naszego szyldu.
Wielokrotnie pomagamy dzikim zwierzętom czego dowodem jest wiele przypadków leczenia zwierząt z ośrodka Leśny Park Niespodzianek w Ustroniu (do sprawdzenia w ośrodku)
Uważamy, że post jest dla nas krzywdzący i nie przedstawia w sposób prawdziwy całej sytuacji
– czytamy na profilu kliniki weterynaryjnej Orka.

Zdjęcie: Ośrodek Rehabilitacji "Mysikrólik"



dodano: 2018-02-13 | autor: Region
 
 
fdf
Ale w końcu ją uratowali czy nie ?
2018-02-14
1

   
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące Cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej. OK
Strona wygenerowana w 0.119 sek.