BestwinaBielsko-BiałaBuczkowiceCzechowice-DziedziceJasienicaJaworzeKozyPorąbkaSzczyrkWilamowiceWilkowice
Strona główna

Forum

ksiądz Szydło w Buczkowicach
Poprzednie 1 2 3 ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 22 23 24 Nastpne
oto co o służbie zdrowia ma do powiedzenia wicepremier Morawiecki:"Służba zdrowia, wielki obszar, o którym można bardzo dugo mówić... emmm prawda... we fraszce Kochanowskiego "Szlachetne zdrowie"... emm prawda... "ile cię trzeba cenić" czy jak emm... mmm... tak emm... "jako smakujesz, aż się zepsujesz" prawda... i wtedy dopiero wiemy, kiedy brakuje nam tego zdrowia, emmm... jak ono jest absolutnie kluczowe” cytat
poniedziałek
23 Październik 2017
19:18
Brawo rząd brawo Pis możecie sobie pisać co chcecie 47 % Polaków was nie chce pozdrawiam Pis
poniedziałek
23 Październik 2017
17:22
@podła zmiana.To nie ty świrujesz,ale te podnóżki Trampa.Przeciętnie kraje europejskie wydają na obronność jedynie 1,47 proc. swojego rocznego PKB.Nie wiem ,czy opłaca się wychodzić przed orkiestrę,aby robić łaskę USA. Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, że 23 października w Pałacu Prezydenckim Andrzej Duda podpisze ustawę o zmianie ustawy o przebudowie i modernizacji technicznej oraz finansowaniu Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej oraz ustawy – Prawo zamówień publicznych. Nowelizacja ustawy o modernizacji i finansowaniu sił zbrojnych zakłada zmianę sposobu obliczania udziału wydatków obronnych w PKB i ich wzrost. W 2018 r. mają one wynieść co najmniej 2 proc. PKB, w roku 2020 wrosnąć do 2,1 proc. PKB, a docelowo według MON – do minimum 2,5 proc. PKB w 2030 r. Wiąże się to z ustaleniami państw NATO, podjętymi na szczycie w Newport w 2014 r., a potwierdzonych w 2016 r. na szczycie w Warszawie oraz deklaracjami rządu i prezydenta o zwiększeniu wydatków obronnych do 2 proc. PKB (liczonych wg metodologii NATO, tj. w odniesieniu do budżetu roku bieżącego). Zwiększenie wydatków obronnych ma umożliwić reorganizację struktury i systemu dowodzenia sił zbrojnych i przyspieszyć modernizację „przy aktywnym zaangażowaniu polskiego przemysłu obronnego”. Zwiększenie stanu etatowego sił zbrojnych wiąże się z formowaniem Wojsk Obrony Terytorialnej, które docelowo mają liczyć ponad 50 tys. osób. Według szacunków zmiana przepisów spowoduje wzrost wydatków obronnych o ponad 117,2 mld zł w ciągu 10 lat. Parlament zakończył prace nad ustawą 29 września dojna zmiana
poniedziałek
23 Październik 2017
16:53
Dzisiaj oglądałem PiSDudę jak się chwalił podpisaniem ustawy o zwiększeniu dotacji do 2.5 % dla Antka Świra. Służba zdrowia mu zwisa, będą budować 200tyś. armię.Nie wiem czy ja ześwirowałem czy te dwa barany,z kim oni chcą walczyć,bo ruscy przykryli by ich beretami. podła zmiana
poniedziałek
23 Październik 2017
14:52
Wpis został zablokowany przez administratora z powodu naruszenia zasad regulaminu. zzz
niedziela
22 Październik 2017
23:27
@ stary pryku to łoco ci właściwie chodzi stary baca
niedziela
22 Październik 2017
14:30
WŁadze PRL-owskie nie były tak aroganckie,podłe czy zakłamane jak PiS-owskie. Nie rozliczyliśmy ich i obecnie są tego efekty.Jednak mam nadzieję, że obecnej władzy tak łatwo nie odpuszczą i rozliczą jak należy. stary pryk
niedziela
22 Październik 2017
10:18
Ty faszysto Onufry,walnij się tym hakenkrojcem w ten pusty durny łeb !!! precz z faszyzmem
niedziela
22 Październik 2017
07:53
Jest jeszcze jeden list mężczyzny, który się podpalił. "PiS będzie się starał pomniejszyć mój protest" – pisze w liście skierowanym do mediów. Głos zabiera też rodzina 54-latka. "Jego życie wisi na włosku" – przyznaje żona 54-letniego mężczyzny, który w czwartek podpalił się przed Pałacem Kultury w Warszawie, protestując przeciwko obecnym rządom. Rodzina desperata po raz pierwszy od tego tragicznego zdarzenia zabrała głos i przekazała list, jaki mężczyzna pozostawił dla mediów. Do tej pory znany był tylko jeden list mężczyzny – ten spisany na ulotkach, które pozostały na miejscu tragedii. "Chciałbym, aby prezes PiS i PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża, i że mają moją krew na swoich rękach" – to fragment tekstu z kartek znalezionych w czwartek popołudniu przed Pałacem Kultury. Obok miejsca samopodpalenia leżał megafon, butelka po płynie łatwopalnym oraz właśnie te ulotki. W nich wymienił bardzo długą listę powodów, które pchnęły go do tak desperackiego czynu. Ale, jak się okazuje, to nie jedyne przesłanie, jakie pozostawił 54-latek z Niepołomic. Rodzina mężczyzny zgłosiła się do redakcji OKO.press i przekazała jej jeszcze jeden list – skierowany do mediów. W nim mężczyzna przyznaje, że od lat zmaga się z depresją. Pisze, że choroba ta zapewne będzie "hakiem", aby umniejszyć znaczenie jego czynu. Zapewnia jednak, że zdaje sobie sprawę z tego, na co się zdecydował. Można oczekiwać, że PiS będzie się starał pomniejszyć mój protest i będzie szukał na mnie "haków". Postanowiłem mu to ułatwić i wskazać pierwszy punkt zaczepienia (inne będą sobie musieli wymyślić). Od kilku lat choruję na depresję, więc jestem tzw. osobą chorą psychicznie. Ale takich osób jak ja jest w Polsce kilka milionów i jakoś funkcjonują w sposób mniej więcej normalny, często nawet nie wiadomo o ich chorobie. Zresztą sformułowanie "choroba psychiczna" odnosi się również np. do takich dolegliwości jak bezsenność, czy jąkanie się, więc niekoniecznie musi być związane z niepoczytalnością. To, co na pewno jest związane z moją chorobą, to problemy ze snem i łaknieniem, zmniejszenie energii, tendencja do odkładania wszystkiego na później (prokrastynacja) i że widzę rzeczywistość w bardziej czarnych barwach niż większość "normalnych" ludzi. Ale w tej sytuacji to nawet dobrze, bo potrafię dostrzec bardzo niepokojące sygnały wcześniej niż inni i silniej na nie reagować. I może też łatwiej mi poświęcić swoje życie, chociaż zapewniam, że wcale nie tak łatwo. Cóż mogę jeszcze dodać – poglądy takie jak ja wyraża wiele osób z mojego otoczenia, publicystów, czy polityków, więc nie wynikają one z mojego spaczonego odbioru rzeczywistości. A dlaczego tak radykalna forma protestu? Bo sytuacja jest dramatyczna. Nie chodzi o to, że rząd popełnia mniej czy więcej błędów (każdy rząd to robi) ale, że ten rząd wstrząsa podstawami naszej państwowości i funkcjonowania społeczeństwa. Natomiast większość społeczeństwa śpi, nie zwraca uwagi, co się dzieje i trzeba je z tego snu obudzić. Do "Listu do mediów" mężczyzna dołączył jeszcze dwa dopiski. Przyznał w nich, że czuje, iż do tej pory "tak mało zrobił dla Ojczyzny" i że "wstydzi się przed znajomymi z Zachodu za polski rząd". Stan 54-latka obecnie jest bardzo ciężki. Jak przyznaje w rozmowie z OKO.press żona mężczyzny, "duży procent skóry został spalony, jego życie wisi na włosku. Pozostaje czekać". Bliscy desperata, żona, córka i syn, opowiadają, że ok. 15.30 otrzymali od niego niepokojące SMS-y, które świadczyły, że zdecydował się na próbę samobójczą. Później w domu znaleźli listy pożegnalne (dla każdego oddzielny) oraz wspomniany list do mediów. Córka: Dla nas to jest szokująca sytuacja. Tata jest bardzo spokojnym człowiekiem. Tak gwałtowny sposób jaki wybrał – nie rozumiem. Żona: Mnie też zaszokowała forma protestu – jak bardzo musiał być zdesperowany, w jakim musiał być stanie, żeby coś takiego zrobić? Jak bardzo przepełniła się ta czara… Często mówił, że jest rozżalony, bezsilny. (...) Żona: Zmagał się z depresją od ośmiu lat. Ale jego czyn nie miał z tym związku, to nie był odruch szaleńca. Leczył się w Krakowie u najlepszych lekarzy, regularnie był na wizytach. Falowało, były okresy remisji, ostatnio się pogorszyło. Ale to nie jest choroba dwubiegunowa, tylko depresja endogenna. Córka: Depresja często dotyka ludzi inteligentnych i wrażliwych. Syn: W listach, które napisał do nas, podkreślił, że to, na co się zdecydował, nie ma związku z chorobą. I że decyzję podjął już jakiś czas temu. (...) Córka: Boję się, że pokażą tatę jako wariata i umniejszą jego motywację. Syn: Boimy się, że będą go chcieli przedstawić jako niepoczytalnego. Córka: Ciężko tak mówić o własnym ojcu, ale nie mogę zaakceptować takiego radykalizmu. Boli mnie to i nie uważam, że to jest odpowiedni sposób działania (pauza). Ale mimo wszystko mam do niego szacunek, że był w stanie zrobić coś tak mocnego. Syn: Mam na razie żal do ojca za to, co zrobił, ciężko mi to zaakceptować patrząc na to, w jakiej sytuacji nasza rodzina jest i będzie. I wydaje mi się, że to nie było tego warte, nie na tym etapie, jeszcze nie teraz, wobec tych miernot… Oczywiście, jeśli się władza nie zatrzyma, to nie wiadomo, co może być dalej. Ale jeszcze nie czas na takie działania. Żona, córka i syn 54-latka z Niepołomic wolą zachować anonimowość, choć zdają sobie sprawę, że raczej będzie to niemożliwe. Jak mówią, chcą przekazać prawdę o swoim mężu i tacie, który zdecydował się na tak desperacki krok siódmy krzyżyk
niedziela
22 Październik 2017
07:48
Dla zwolenników prawicy od paru lat jest niby Bóg – każde jego zdanie traktowane jest niczym prawda objawiona. A tę prawdę były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa pułkownik Piotr Wroński objawia co chwilę: a to w tygodniku "wSieci", a to w Telewizji Republika, a to w internetowej stacji wRealu24.pl. W mediach niezaangażowanych w popieranie obecnej władzy ze swoim przekazem przebijał się raczej rzadko. Aż do teraz, gdy wybuchła afera z PWPW i namaszczonym przez Antoniego Macierewicza prezesem tej instytucji. Fakt ujawnił sprawę podsłuchanych rozmów związkowców z PWPW oraz przedstawiciela załogi w zarządzie tej instytucji. O tym, że zostali podsłuchani i nagrani, pracownicy Wytwórni dowiedzieli się... z maili, jakie otrzymali na służbowe skrzynki, gdy wystąpili do zarządu o podwyżki. Maile były anonimowe i zawierały kilka plików z nagraniami dokonanymi w warszawskiej kawiarni "Bombonierka" przy ul. Freta, niedaleko od siedziby PWPW. Nagrani pracownicy szybko skojarzyli fakty – w tej samej kawiarni często bywa Piotr Wroński, doradca (od wczoraj byłego) prezesa instytucji Piotra Woyciechowskiego. A że w czasach PRL płk Wroński zajmował się m.in. podsłuchami... Szybko dopisali sobie ciąg dalszy tej historii. 60-letniego Piotra Wrońskiego "Fakt" opisuje w paru zdaniach: że to związany z prezesem Woyciechowskim były funkcjonariusz SB, który w czasach PRL rozpracowywał m.in. środowisko Radia Wolna Europa. Piotr Wroński współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa jeszcze na studiach. Kończył polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim i dziś na spotkaniach autorskich często podkreśla, że jest humanistą. Po studiach nie poszedł jednak uczyć do szkoły, jak większość jego kolegów z roku – od razu trafił na etat w SB. Dane z Inwentarza IPN wskazują, że Wroński pracę w służbach zaczął w środku stanu wojennego i dotrwał w bezpiece do upadku PRL. ipn
sobota
21 Październik 2017
23:46
Związkowcy Służby Więziennej ujawnili, co robił w godzinach pracy obecny wiceprzewodniczący komisji ds. reformy więziennictwa. Chodzi o czasy, gdy pracował jeszcze w Kaliszu. Gdy prokuratorskie śledztwo po ich zawiadomieniu zostało umorzone, oni sami zostali oddelegowani do bardzo odległych jednostek.Kapitan Marcin Strzelec to wiceprzewodniczący zespołu w Służbie Więziennej przy ministrze sprawiedliwości. Komisja opracowuje reformę więziennictwa, a jej przewodniczącym jest Patryk Jaki. Strzelec wcześniej pracował w służbie więziennej w Kaliszu. Wykonywał tam prywatne zlecenia w godzinach pracy dla prowadzonej przez siebie firmy informatycznej. Po kontroli Centralnego Zarządu Służby Więziennej, wycofano Strzelcowi zgodę na dodatkową działalność zarobkową. Zgłoszono sprawę do prokuratury. Zawiadomienie złożył też Tomasz Nawrocki, szef tamtejszych związkowców służby więziennej. Prokuratura potem umorzyła śledztwo z braku dowodów, jednak związkowcy ciągnęli temat i zaskarżyli umorzenie do sądu. Ich zdaniem nie odczytano danych z dysku na komputerze Strzelca, bo wcześniej został on wyczyszczony. Jacek Kitliński, dyrektor generalny Służby Więziennej, postawił Strzelcowi zarzuty, między innymi utrudniania postępowania kontrolnego. Strzelec dostał karę nagany, ale postępowanie dyscyplinarne zakończyło się uniewinnieniem od postawionych zarzutów. Tak zdecydował Patryk Jaki. Teraz związkowcy z Kalisza zostali oddelegowani do pracy w trybie natychmiastowym na odległe placówki, które znajdują się w promieniu od 133 km do 339 km od miejsca ich przeszłej już pracy. Rozkazy przyszły z Warszawy, a wydał je dyrektor Kitliński. W uzasadnieniu napisał, że chodzi o "ważny interes służby". Jeden ze związkowców, Tomasz Nawrocki, powiedział, że jest to pokazanie siły i próba zmuszenia związkowców do milczenia. dsa
sobota
21 Październik 2017
23:39
Od momentu przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość o. Tadeusz Rydzyk i jego biznesowe dzieci dostają od rządu potężne zastrzyki gotówki. Pochodzącej oczywiści z naszych podatków. Tym razem kolejną dawkę toruński redemptorysta dostanie z Ministerstwa Środowiska. To już pewne. Fundacja Lux Veritatis ojca Rydzyka dostanie prawie 20 milionów złotych dofinansowania na Geotermię Toruńską. Już za tydzień będzie możliwe podpisanie umowy w tej sprawie. Ta ogromna dotacja ma posłużyć rozbudowie geotermii. W planach miała wspomagać sieć ciepłowniczą w mieście, choć należy ona do jednej z francuskich firm. pkn
sobota
21 Październik 2017
23:34
Schemat zawsze był taki sam. Najpierw telefon z prośbą o stawienie się w ministerstwie, a na miejscu formułka: ze względu na nową polityczną koncepcję zostaje pan odwołany z dniem dzisiejszym. Tak wygląda "dobra zmiana" w instytutach badawczych. Do końca września odwołano łącznie 19 dyrektorów instytutów podległych Ministerstwu Rozwoju. Pracownicy departamentu jednostek nadzorowanych Ministerstwa Rozwoju jeden z pierwszych telefonów wykonali do Instytutu Technologii Elektronowej w Warszawie. – Wyznaczono mi termin spotkania w ministerstwie: 12 września, godz. 13 – wspomina prof. Anna Piotrowska, była już dyrektor ITE. W resorcie czekał na nią Bartosz Skwara, zastępca szefa departamentu. Wspomina prof. Piotrowska: – Dyrektor przywitał się i oświadczył: ze względu na zmianę politycznej koncepcji zarządzania instytutami badawczymi z dniem dzisiejszym jest pani odwołana ze stanowiska dyrektora instytutu. Usłyszałam jeszcze, że nie ma do mnie żadnych zastrzeżeń. To porażające – w jednym zdaniu mówić komuś, że jest dobrze, a w drugim, że się go odwołuje. erg
sobota
21 Październik 2017
23:08
,,...swastyka jest symbolem wieloznacznym, a NSDAP była partią lewicową...,, Wszystko się zgadza. hrabia Onufry
sobota
21 Październik 2017
22:38
Historyk zakłamujący Holocaust otrzymał od minister edukacji medal Komisji Edukacji Narodowej.Dr hab. Tomasz Panfil to bohater głośnego naukowego i publicystycznego skandalu, od którego odciął się dosłownie kilka dni temu jego macierzysty instytut. Panfil — przypomnijmy, zawodowo specjalista od heraldyki średniowiecznej — napisał m.in. „Po agresji Niemiec na Polskę sytuacja Żydów nie wyglądała bardzo źle”. „To kompletny absurd. Ta ignorancja jest porażająca” – mówił „Kurierowi Lubelskiemu” historyk prof. Dariusz Libionka. W ostrych słowach krytykował dr. Panfila także publicysta „Polityki” Adam Szostkiewicz: „Pracownicy IPN zakłamują Zagładę Żydów. To kompromitacja”. „Kierownictwo IPN oczekuje, że dr hab. Tomasz Panfil w ramach swojej działalności naukowej i publicystycznej wykazywać będzie należytą staranność i przestrzegać będzie zasad rzetelności naukowej i badawczej” – napisał potem w oficjalnym liście IPN. Od Panfila zażądał wyjaśnień także KUL, który „nie wykluczał postępowania dyscyplinarnego”. Panfil w 2014 r. napisał ekspertyzę sądową, w której twierdził m.in., że swastyka jest symbolem wieloznacznym, a NSDAP była partią lewicową. Historyk występował jako biegły w sprawie Adama G., oskarżonego o założenie i administrowanie strony propagującej faszyzm oraz o posiadanie symboli nawołujących do nienawiści i posługiwanie się nimi, która toczyła się w 2014 roku przed Sądem Rejonowym w Chełmie. dna
sobota
21 Październik 2017
22:25
środa, 28 czerwiec 2017 Przez lata spółka Agora – wydawca „Gazety Wyborczej” – zachowywała się jak rozrzutny nastolatek, który, gdy brakowało pieniędzy na życie, zgłaszał się po pomoc do rodziców (Skarb Państwa, samorząd i kontrolowane przez nich firmy), a ci ratowali jego budżet. Teraz, gdy PiS zakręcił kurek z pieniędzmi, pozostały mu jedynie „ciotki” – samorządy, kontrolowane przez Platformę Obywatelską. Ale tam teraz jest długa kolejka po dotacje i posady, gdyż PiS zwalnia i likwiduje kontrakty, gdzie tylko może. Zaciskanie pasa (grupowe zwolnienia ponad 200 pracowników) już nie wystarcza. W zeszłym tygodniu ogłoszono, że Agora zaciągUmowa z DNB Bank Polska daje spółce linię kredytową na 135 mln zł. Ale nie wiadomo, na jak długo to wystarczy. „Sytuacja w Gazecie Wyborczej nie jest taka zła, jakby mogło się wydawać… Jest gorsza” – głosi popularna warszawska anegdota. Nie chodzi bynajmniej o to, że firmy nie da się uratować. – Agora to takie oswojone zwierzę domowe, któremu po latach na pańskim wikcie każe się samemu zdobywać pożywienie – komentuje jeden ze specjalistów od rynku mediów.nęła kredyt, żeby spłacić inny. Stare koszty, nowe przychody Podejmowane wysiłki reformy finansowej „Gazety Wyborczej” nie przynoszą zamierzonych efektów. Bo chociaż w pierwszym kwartale tego roku Agora zanotowała wzrost wpływów z reklam o 4,3 proc., to i tak strata netto wyniosła 6,1 mln zł. Całe zadłużenie kredytowe Agory wyniosło na koniec ubiegłego kwartału 107 mln zł. Nic też nie zapowiada poprawy sytuacji firmy, bowiem niedawno zarząd Agory zarekomendował walnemu zgromadzeniu akcjonariuszy, aby za bieżący rok nie wypłacać dywidendy. Tak zaoszczędzone środki miałyby posłużyć skupowi własnych akcji za prawie 24 mln zł. Kłopoty finansowe Agory nasiliły się po wyborach parlamentarnych wygranych przez PiS w 2015 r. Stało się jasne, że nowy rząd zakręci kurek z pieniędzmi od spółek Skarbu Państwa. Pierwsze efekty przyszły szybko. Już w grudniu 2015 r. publicysta „Gazety Wyborczej” Piotr Pacewicz stwierdził, że spadła sprzedaż czasopisma. Atmosfera w redakcji jest napięta, a dziennikarzy albo się zwalnia, albo pracują jak „wściekli”. Redakcja jest zredukowana, a zarobki ograniczone. – Chcą po prostu wykończyć krytyczne media – żaliła się kilka miesięcy później Dominika Wielowieyska, czołowa dziennikarka GW. 6 króli
sobota
21 Październik 2017
21:48
@wszyscy wszystko wiedzą.Gazety papierowe wszędzie tracą na znaczeniu,zwłaszcza dzienniki.Szybsza jest informacja portali elektronicznych,również portal,gazeta.pl i wyborcza .pl rośnie na znaczeniu.Czytelnicy zainteresowani są szybką informacją.Okazuje się ,że nic nie wiesz,bo nadal gazeta ma największe grono czytelników,niż te gadzinówki rządowe i oczywiście moherowy nasz dziennik.Na razie w ilości egzemplarzy nie dorównują wyborczej,a tygodnik opinii nadal największy jest tygodnik Polityka.Elektroniczne wydanie gazety wyborczej ma ponad 100 tysięcy prenumatorów i stale rośnie. Nikt nie ma takich osiągnięć.Porządni ludzie nie czytają takich wypocin reżimowych pismaków jak Karnowscy, czy Sakiewicz et consortes,pismaki reżimowej konduity najgorszego pisiarskiego sortu,żebrzący o pisiarskie kroplówki pieniędzy,aby utrzymać się na powierzchni.Tylko pompowanie w nie pieniędzy ,w formie rządowych reklam spółek skarbu państwa powoduje ,że jako tako jeszcze żyją,choć raz po raz Sakiewicz prosi czytelników o wsparcie.Tak wygląda ta reżimowa papierowa tuba,durnej zmiany.Jak za komuny tych bolszewickich gadzinówek nie bierze się do rąk,aby się pisizmem nie zainfekować. szperacz
sobota
21 Październik 2017
18:35
Na nic zdała się „Gazecie Wyborczej” pomoc wroga Polski i państw narodowych, Georga Sorosa. Organ Michnika ciągle pikuje w dół, a sprzedaż kioskowa gazety wynosi już tylko 65 tys. egzemplarzy. Jeżeli przypomnimy, że w szczytowej formie czerscy sprzedawali 600 tys. egzemplarzy to okaże się, że dzisiaj z tamtej czytelniczej armii zostało im już tylko niewiele ponad 10 procent najbardziej zaczadzonych lewaków. Kiedyś za jedną akcję Agory można było kupić litrową butelkę porządnej whisky, a dzisiaj nie starczy już nawet na pół litra najtańszej czystej wódki. Bardzo wątpimy, żeby Adam Michnik miał taki luz i dystans do siebie jak Aleksis, główny bohater filmu „Grek Zorba”, który po kompletnej klapie swojego biznesowego przedsięwzięcia potrafił tańczyć i z uśmiechem na ustach i mówić: Jaka piękna katastrofa. wszyscy wszystko wiedzą
sobota
21 Październik 2017
17:58
fundacja założona przez Tomasza Sakiewicza ubiega się o 6 mln zł dotacji na budowę portalu o Puszczy Białowieskiej. Projekt został pozytywnie oceniony przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – choć są poważne wątpliwości, czy w ogóle powinien zostać dopuszczony do konkursu. O wsparcie z NFOŚiGW na „aktywną edukację skierowaną do grup zawodowych mających największy wpływ na przyrodę” ubiegało się 17 podmiotów. Tylko 9 zostało zakwalifikowanych, w I. etapie konkursu, do przyznania dotacji. Wysokie – trzecie miejsce – na liście rankingowej zajęła Fundacja Niezależne Media, związana z środowiskiem dziennikarzy „Gazety Polskiej”. Niemal pewne jest, że dostanie pieniądze. W sporze o Puszczę Białowieską, środowisko Sakiewicza nie stoi po stronie ekologów – którzy chcą chronić las przed wycinką – lecz po stronie ministra środowiska Jana Szyszki i dyrekcji Lasów Państwowych – chcących zwiększenia wycinki. Plany i działania polskich władz w tej sprawie krytykuje Unia Europejska. Czy 6 mln zł z unijnych środków na ochronę środowiska, pójdzie na antyekologiczną propagandę? Fundacja Niezależne Media została założona w 2008 r. przez Tomasza Sakiewicza– prawicowego publicystę, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” („GPC” ) oraz Sławomira Sawickiego, prawnika, który reprezentuje te gazety w sporach przed sądami. Prezesem fundacji jest Joanna Jenerowicz – sekretarka naczelnego w „Gazecie Polskiej”, a wiceprezesem Marek Kordas – jeden z założycieli PiS, niegdyś warszawski radny tej partii (złożył mandat po prawomocnym wyroku za nielegalne posiadanie broni). W radzie fundacji zasiadają obecnie: Tomasz Sakiewicz, Katarzyna Gójska-Hejke (wicenaczelna „Gazety Polskiej” i „GPC”) oraz Grzegorz Tomaszewski (krewny Jarosława Kaczyńskiego, prezes spółki Forum wydającej „GPC” i członek zarządu spółki Słowo Niezależne – wydawcy portalu niezależna.pl). Fundacja Niezależne Media jest dość nietypową organizacją pozarządową – wspierającą głównie środowisko swojego założyciela, Tomasza Sakiewicza. acb
sobota
21 Październik 2017
16:14
list mężczyzny, który podpalił się w proteście przeciw polityce PiS. „Można oczekiwać, że PIS będzie się starał pomniejszyć mój protest i będzie szukał na mnie „haków”. Postanowiłem mu to ułatwić i wskazać pierwszy punkt zaczepienia (inne będą sobie musieli wymyślić). Od kilku lat choruję na depresję, więc jestem tzw. osobą chorą psychicznie. Ale takich osób jak ja jest w Polsce kilka milionów i jakoś funkcjonują w sposób mniej więcej normalny, często nawet nie wiadomo o ich chorobie. Zresztą sformułowanie „choroba psychiczna” odnosi się również np. do takich dolegliwości jak bezsenność, czy jąkanie się, więc niekoniecznie musi być związane z niepoczytalnością. To, co na pewno jest związane z moją chorobą, to problemy ze snem i łaknieniem, zmniejszenie energii, tendencja do odkładania wszystkiego na później (prokrastynacja) i że widzę rzeczywistość w bardziej czarnych barwach niż większość „normalnych” ludzi. Ale w tej sytuacji to nawet dobrze, bo potrafię dostrzec bardzo niepokojące sygnały wcześniej niż inni i silniej na nie reagować. I może też łatwiej mi poświęcić swoje życie, chociaż zapewniam, że wcale nie tak łatwo. Cóż mogę jeszcze dodać – poglądy takie jak ja wyraża wiele osób z mojego otoczenia, publicystów, czy polityków, więc nie wynikają one z mojego spaczonego odbioru rzeczywistości. A dlaczego tak radykalna forma protestu? Bo sytuacja jest dramatyczna. Nie chodzi o to, że rząd popełnia mniej czy więcej błędów (każdy rząd to robi) ale, że ten rząd wstrząsa podstawami naszej państwowości i funkcjonowania społeczeństwa. Natomiast większość społeczeństwa śpi, nie zwraca uwagi, co się dzieje i trzeba je z tego snu obudzić”. Tak mało zrobiłem do tej pory dla Ojczyzny. Urodziłem się w 1963 r., dlatego jestem w tej dobrej sytuacji, że pamiętam PRL, pamiętam „Solidarność”, odzyskiwanie niepodległości i kształtowanie się naszej demokracji. Dzięki temu mogę lepiej ocenić to, co się teraz dzieje. Kiedy wybuchła „Solidarność” byłem jeszcze w liceum. I w tym liceum z kolegami zakładaliśmy Samorządne Zrzeszenie Uczniowskie, bo nie było wszak „Solidarności” dla niepełnoletnich uczniów. 13 grudnia 1981 byłem już studentem i nie spałem do południa tylko roznosiłem pierwsze ulotki. W czasie stanu wojennego robiłem to, co miliony innych ludzi w Polsce – roznosiłem ulotki, chodziłem na demonstracje, słuchałem Wolnej Europy, zapalałem świeczki w oknach. 4 czerwca 1989 z radością wziąłem udział w pierwszych, częściowo wolnych wyborach i potem we wszystkich następnych. Mój wkład w odzyskanie niepodległości był mikroskopijny, wstydzę się, że do tej pory tak mało zrobiłem dla Ojczyzny. I wiem, że muszę to zmienić. Wstydzę się tłumacząc, że Polska to nie to samo, co polski rząd. Wstydzę się, że mam prezydenta, który jest prezydentem tylko swojej partii i jej zwolenników, i który łamie konstytucję (zawetowanie dwóch niekonstytucyjnych ustaw, aby zaproponować dwie inne, ale nadal niekonstytucyjne ustawy nie jest odkupieniem win). Wstydzę się, że mam premier, która realizuje wydawane jej „po linii partyjnej” polecenia. Wstydzę się, że znajomym z Zachodu muszę tłumaczyć, że Polska to nie to samo, co polski rząd. Wstydzę się, że znowu muszę używać pojęcia „nomenklatura” i sformułowania „partia i rząd” tak jak w czasach PRL. Wstydzę się widząc, jak opluwani są ludzie, którym należy się szacunek za to, co zrobili dla wolnej Polski. bca
sobota
21 Październik 2017
16:06
Poprzednie 1 2 3 ... 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 ... 22 23 24 Nastpne
Korzystanie z forum oznacza akceptację regulaminu.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące Cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej. OK
Strona wygenerowana w 0.054 sek.