BestwinaBielsko-BiałaBuczkowiceCzechowice-DziedziceJasienicaJaworzeKozyPorąbkaSzczyrkWilamowiceWilkowice
Strona główna

Forum

ksiądz Szydło w Buczkowicach
Poprzednie 1 2 3 4 5 6 7 ... 11 12 13 Nastpne
Od momentu przejęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość o. Tadeusz Rydzyk i jego biznesowe dzieci dostają od rządu potężne zastrzyki gotówki. Pochodzącej oczywiści z naszych podatków. Tym razem kolejną dawkę toruński redemptorysta dostanie z Ministerstwa Środowiska. To już pewne. Fundacja Lux Veritatis ojca Rydzyka dostanie prawie 20 milionów złotych dofinansowania na Geotermię Toruńską. Już za tydzień będzie możliwe podpisanie umowy w tej sprawie. Ta ogromna dotacja ma posłużyć rozbudowie geotermii. W planach miała wspomagać sieć ciepłowniczą w mieście, choć należy ona do jednej z francuskich firm. pkn
sobota
21 Październik 2017
23:34
Schemat zawsze był taki sam. Najpierw telefon z prośbą o stawienie się w ministerstwie, a na miejscu formułka: ze względu na nową polityczną koncepcję zostaje pan odwołany z dniem dzisiejszym. Tak wygląda "dobra zmiana" w instytutach badawczych. Do końca września odwołano łącznie 19 dyrektorów instytutów podległych Ministerstwu Rozwoju. Pracownicy departamentu jednostek nadzorowanych Ministerstwa Rozwoju jeden z pierwszych telefonów wykonali do Instytutu Technologii Elektronowej w Warszawie. – Wyznaczono mi termin spotkania w ministerstwie: 12 września, godz. 13 – wspomina prof. Anna Piotrowska, była już dyrektor ITE. W resorcie czekał na nią Bartosz Skwara, zastępca szefa departamentu. Wspomina prof. Piotrowska: – Dyrektor przywitał się i oświadczył: ze względu na zmianę politycznej koncepcji zarządzania instytutami badawczymi z dniem dzisiejszym jest pani odwołana ze stanowiska dyrektora instytutu. Usłyszałam jeszcze, że nie ma do mnie żadnych zastrzeżeń. To porażające – w jednym zdaniu mówić komuś, że jest dobrze, a w drugim, że się go odwołuje. erg
sobota
21 Październik 2017
23:08
,,...swastyka jest symbolem wieloznacznym, a NSDAP była partią lewicową...,, Wszystko się zgadza. hrabia Onufry
sobota
21 Październik 2017
22:38
Historyk zakłamujący Holocaust otrzymał od minister edukacji medal Komisji Edukacji Narodowej.Dr hab. Tomasz Panfil to bohater głośnego naukowego i publicystycznego skandalu, od którego odciął się dosłownie kilka dni temu jego macierzysty instytut. Panfil — przypomnijmy, zawodowo specjalista od heraldyki średniowiecznej — napisał m.in. „Po agresji Niemiec na Polskę sytuacja Żydów nie wyglądała bardzo źle”. „To kompletny absurd. Ta ignorancja jest porażająca” – mówił „Kurierowi Lubelskiemu” historyk prof. Dariusz Libionka. W ostrych słowach krytykował dr. Panfila także publicysta „Polityki” Adam Szostkiewicz: „Pracownicy IPN zakłamują Zagładę Żydów. To kompromitacja”. „Kierownictwo IPN oczekuje, że dr hab. Tomasz Panfil w ramach swojej działalności naukowej i publicystycznej wykazywać będzie należytą staranność i przestrzegać będzie zasad rzetelności naukowej i badawczej” – napisał potem w oficjalnym liście IPN. Od Panfila zażądał wyjaśnień także KUL, który „nie wykluczał postępowania dyscyplinarnego”. Panfil w 2014 r. napisał ekspertyzę sądową, w której twierdził m.in., że swastyka jest symbolem wieloznacznym, a NSDAP była partią lewicową. Historyk występował jako biegły w sprawie Adama G., oskarżonego o założenie i administrowanie strony propagującej faszyzm oraz o posiadanie symboli nawołujących do nienawiści i posługiwanie się nimi, która toczyła się w 2014 roku przed Sądem Rejonowym w Chełmie. dna
sobota
21 Październik 2017
22:25
środa, 28 czerwiec 2017 Przez lata spółka Agora – wydawca „Gazety Wyborczej” – zachowywała się jak rozrzutny nastolatek, który, gdy brakowało pieniędzy na życie, zgłaszał się po pomoc do rodziców (Skarb Państwa, samorząd i kontrolowane przez nich firmy), a ci ratowali jego budżet. Teraz, gdy PiS zakręcił kurek z pieniędzmi, pozostały mu jedynie „ciotki” – samorządy, kontrolowane przez Platformę Obywatelską. Ale tam teraz jest długa kolejka po dotacje i posady, gdyż PiS zwalnia i likwiduje kontrakty, gdzie tylko może. Zaciskanie pasa (grupowe zwolnienia ponad 200 pracowników) już nie wystarcza. W zeszłym tygodniu ogłoszono, że Agora zaciągUmowa z DNB Bank Polska daje spółce linię kredytową na 135 mln zł. Ale nie wiadomo, na jak długo to wystarczy. „Sytuacja w Gazecie Wyborczej nie jest taka zła, jakby mogło się wydawać… Jest gorsza” – głosi popularna warszawska anegdota. Nie chodzi bynajmniej o to, że firmy nie da się uratować. – Agora to takie oswojone zwierzę domowe, któremu po latach na pańskim wikcie każe się samemu zdobywać pożywienie – komentuje jeden ze specjalistów od rynku mediów.nęła kredyt, żeby spłacić inny. Stare koszty, nowe przychody Podejmowane wysiłki reformy finansowej „Gazety Wyborczej” nie przynoszą zamierzonych efektów. Bo chociaż w pierwszym kwartale tego roku Agora zanotowała wzrost wpływów z reklam o 4,3 proc., to i tak strata netto wyniosła 6,1 mln zł. Całe zadłużenie kredytowe Agory wyniosło na koniec ubiegłego kwartału 107 mln zł. Nic też nie zapowiada poprawy sytuacji firmy, bowiem niedawno zarząd Agory zarekomendował walnemu zgromadzeniu akcjonariuszy, aby za bieżący rok nie wypłacać dywidendy. Tak zaoszczędzone środki miałyby posłużyć skupowi własnych akcji za prawie 24 mln zł. Kłopoty finansowe Agory nasiliły się po wyborach parlamentarnych wygranych przez PiS w 2015 r. Stało się jasne, że nowy rząd zakręci kurek z pieniędzmi od spółek Skarbu Państwa. Pierwsze efekty przyszły szybko. Już w grudniu 2015 r. publicysta „Gazety Wyborczej” Piotr Pacewicz stwierdził, że spadła sprzedaż czasopisma. Atmosfera w redakcji jest napięta, a dziennikarzy albo się zwalnia, albo pracują jak „wściekli”. Redakcja jest zredukowana, a zarobki ograniczone. – Chcą po prostu wykończyć krytyczne media – żaliła się kilka miesięcy później Dominika Wielowieyska, czołowa dziennikarka GW. 6 króli
sobota
21 Październik 2017
21:48
@wszyscy wszystko wiedzą.Gazety papierowe wszędzie tracą na znaczeniu,zwłaszcza dzienniki.Szybsza jest informacja portali elektronicznych,również portal,gazeta.pl i wyborcza .pl rośnie na znaczeniu.Czytelnicy zainteresowani są szybką informacją.Okazuje się ,że nic nie wiesz,bo nadal gazeta ma największe grono czytelników,niż te gadzinówki rządowe i oczywiście moherowy nasz dziennik.Na razie w ilości egzemplarzy nie dorównują wyborczej,a tygodnik opinii nadal największy jest tygodnik Polityka.Elektroniczne wydanie gazety wyborczej ma ponad 100 tysięcy prenumatorów i stale rośnie. Nikt nie ma takich osiągnięć.Porządni ludzie nie czytają takich wypocin reżimowych pismaków jak Karnowscy, czy Sakiewicz et consortes,pismaki reżimowej konduity najgorszego pisiarskiego sortu,żebrzący o pisiarskie kroplówki pieniędzy,aby utrzymać się na powierzchni.Tylko pompowanie w nie pieniędzy ,w formie rządowych reklam spółek skarbu państwa powoduje ,że jako tako jeszcze żyją,choć raz po raz Sakiewicz prosi czytelników o wsparcie.Tak wygląda ta reżimowa papierowa tuba,durnej zmiany.Jak za komuny tych bolszewickich gadzinówek nie bierze się do rąk,aby się pisizmem nie zainfekować. szperacz
sobota
21 Październik 2017
18:35
Na nic zdała się „Gazecie Wyborczej” pomoc wroga Polski i państw narodowych, Georga Sorosa. Organ Michnika ciągle pikuje w dół, a sprzedaż kioskowa gazety wynosi już tylko 65 tys. egzemplarzy. Jeżeli przypomnimy, że w szczytowej formie czerscy sprzedawali 600 tys. egzemplarzy to okaże się, że dzisiaj z tamtej czytelniczej armii zostało im już tylko niewiele ponad 10 procent najbardziej zaczadzonych lewaków. Kiedyś za jedną akcję Agory można było kupić litrową butelkę porządnej whisky, a dzisiaj nie starczy już nawet na pół litra najtańszej czystej wódki. Bardzo wątpimy, żeby Adam Michnik miał taki luz i dystans do siebie jak Aleksis, główny bohater filmu „Grek Zorba”, który po kompletnej klapie swojego biznesowego przedsięwzięcia potrafił tańczyć i z uśmiechem na ustach i mówić: Jaka piękna katastrofa. wszyscy wszystko wiedzą
sobota
21 Październik 2017
17:58
fundacja założona przez Tomasza Sakiewicza ubiega się o 6 mln zł dotacji na budowę portalu o Puszczy Białowieskiej. Projekt został pozytywnie oceniony przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej – choć są poważne wątpliwości, czy w ogóle powinien zostać dopuszczony do konkursu. O wsparcie z NFOŚiGW na „aktywną edukację skierowaną do grup zawodowych mających największy wpływ na przyrodę” ubiegało się 17 podmiotów. Tylko 9 zostało zakwalifikowanych, w I. etapie konkursu, do przyznania dotacji. Wysokie – trzecie miejsce – na liście rankingowej zajęła Fundacja Niezależne Media, związana z środowiskiem dziennikarzy „Gazety Polskiej”. Niemal pewne jest, że dostanie pieniądze. W sporze o Puszczę Białowieską, środowisko Sakiewicza nie stoi po stronie ekologów – którzy chcą chronić las przed wycinką – lecz po stronie ministra środowiska Jana Szyszki i dyrekcji Lasów Państwowych – chcących zwiększenia wycinki. Plany i działania polskich władz w tej sprawie krytykuje Unia Europejska. Czy 6 mln zł z unijnych środków na ochronę środowiska, pójdzie na antyekologiczną propagandę? Fundacja Niezależne Media została założona w 2008 r. przez Tomasza Sakiewicza– prawicowego publicystę, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” („GPC” ) oraz Sławomira Sawickiego, prawnika, który reprezentuje te gazety w sporach przed sądami. Prezesem fundacji jest Joanna Jenerowicz – sekretarka naczelnego w „Gazecie Polskiej”, a wiceprezesem Marek Kordas – jeden z założycieli PiS, niegdyś warszawski radny tej partii (złożył mandat po prawomocnym wyroku za nielegalne posiadanie broni). W radzie fundacji zasiadają obecnie: Tomasz Sakiewicz, Katarzyna Gójska-Hejke (wicenaczelna „Gazety Polskiej” i „GPC”) oraz Grzegorz Tomaszewski (krewny Jarosława Kaczyńskiego, prezes spółki Forum wydającej „GPC” i członek zarządu spółki Słowo Niezależne – wydawcy portalu niezależna.pl). Fundacja Niezależne Media jest dość nietypową organizacją pozarządową – wspierającą głównie środowisko swojego założyciela, Tomasza Sakiewicza. acb
sobota
21 Październik 2017
16:14
list mężczyzny, który podpalił się w proteście przeciw polityce PiS. „Można oczekiwać, że PIS będzie się starał pomniejszyć mój protest i będzie szukał na mnie „haków”. Postanowiłem mu to ułatwić i wskazać pierwszy punkt zaczepienia (inne będą sobie musieli wymyślić). Od kilku lat choruję na depresję, więc jestem tzw. osobą chorą psychicznie. Ale takich osób jak ja jest w Polsce kilka milionów i jakoś funkcjonują w sposób mniej więcej normalny, często nawet nie wiadomo o ich chorobie. Zresztą sformułowanie „choroba psychiczna” odnosi się również np. do takich dolegliwości jak bezsenność, czy jąkanie się, więc niekoniecznie musi być związane z niepoczytalnością. To, co na pewno jest związane z moją chorobą, to problemy ze snem i łaknieniem, zmniejszenie energii, tendencja do odkładania wszystkiego na później (prokrastynacja) i że widzę rzeczywistość w bardziej czarnych barwach niż większość „normalnych” ludzi. Ale w tej sytuacji to nawet dobrze, bo potrafię dostrzec bardzo niepokojące sygnały wcześniej niż inni i silniej na nie reagować. I może też łatwiej mi poświęcić swoje życie, chociaż zapewniam, że wcale nie tak łatwo. Cóż mogę jeszcze dodać – poglądy takie jak ja wyraża wiele osób z mojego otoczenia, publicystów, czy polityków, więc nie wynikają one z mojego spaczonego odbioru rzeczywistości. A dlaczego tak radykalna forma protestu? Bo sytuacja jest dramatyczna. Nie chodzi o to, że rząd popełnia mniej czy więcej błędów (każdy rząd to robi) ale, że ten rząd wstrząsa podstawami naszej państwowości i funkcjonowania społeczeństwa. Natomiast większość społeczeństwa śpi, nie zwraca uwagi, co się dzieje i trzeba je z tego snu obudzić”. Tak mało zrobiłem do tej pory dla Ojczyzny. Urodziłem się w 1963 r., dlatego jestem w tej dobrej sytuacji, że pamiętam PRL, pamiętam „Solidarność”, odzyskiwanie niepodległości i kształtowanie się naszej demokracji. Dzięki temu mogę lepiej ocenić to, co się teraz dzieje. Kiedy wybuchła „Solidarność” byłem jeszcze w liceum. I w tym liceum z kolegami zakładaliśmy Samorządne Zrzeszenie Uczniowskie, bo nie było wszak „Solidarności” dla niepełnoletnich uczniów. 13 grudnia 1981 byłem już studentem i nie spałem do południa tylko roznosiłem pierwsze ulotki. W czasie stanu wojennego robiłem to, co miliony innych ludzi w Polsce – roznosiłem ulotki, chodziłem na demonstracje, słuchałem Wolnej Europy, zapalałem świeczki w oknach. 4 czerwca 1989 z radością wziąłem udział w pierwszych, częściowo wolnych wyborach i potem we wszystkich następnych. Mój wkład w odzyskanie niepodległości był mikroskopijny, wstydzę się, że do tej pory tak mało zrobiłem dla Ojczyzny. I wiem, że muszę to zmienić. Wstydzę się tłumacząc, że Polska to nie to samo, co polski rząd. Wstydzę się, że mam prezydenta, który jest prezydentem tylko swojej partii i jej zwolenników, i który łamie konstytucję (zawetowanie dwóch niekonstytucyjnych ustaw, aby zaproponować dwie inne, ale nadal niekonstytucyjne ustawy nie jest odkupieniem win). Wstydzę się, że mam premier, która realizuje wydawane jej „po linii partyjnej” polecenia. Wstydzę się, że znajomym z Zachodu muszę tłumaczyć, że Polska to nie to samo, co polski rząd. Wstydzę się, że znowu muszę używać pojęcia „nomenklatura” i sformułowania „partia i rząd” tak jak w czasach PRL. Wstydzę się widząc, jak opluwani są ludzie, którym należy się szacunek za to, co zrobili dla wolnej Polski. bca
sobota
21 Październik 2017
16:06
@cba to o czym piszesz to kolejny horror polityczny, strach się bać zyć w tym przesyconym esbekami u władzy kraju... abc
sobota
21 Październik 2017
13:45
Kryzys imigracyjny we Włoszech pchnął tamtejszą mafię na zupełnie nowy poziom. To już nie organizacja, która skupia się na działaniach wokół „włoskiego buta”. Korzystając z poparcia lokalnych polityków, mafia tworzy coś na wzór kolonii. Prywatne organizacje paramilitarne próbują zapanować nad północnym wybrzeżem Afryki. Jeden z byłych bossów włoskiej mafii został delegowany przez struktury mafijne do założenia paramilitarnego obozu w Libii. Kilkuset byłych wojskowych, policjantów i cywilów powstrzymuje imigrantów, którzy łodziami chcą przedostać się do Włoch. Oczywiście robią to wszystko na swój praktyczny sposób. Obóz został zlokalizowany 75 km od stolicy Libii, w miejscowości Sabrata, która była dawną rzymską kolonią odbitą z rąk Fenicjan w I wieku n.e. Jak donosi Reuters, działalność tylko tego obozu zredukowała o 50 proc. napływ imigrantów do Włoch. Jeszcze rok temu większość transportów imigrantów z terenu Libii ruszała właśnie z Sabraty. Po rozpoczęciu działalności włoskich „ochotników” wydostanie się z tego miasta jest niemal niemożliwe. Przestępcy chowają się… na policji Bestialski atak na Polaków w Rimini sprawił, że niegdysiejsza perła turystyki włoskiej stanęła przed widmem utraty dochodów z turystyki. Wizerunkową wpadkę pogłębiał fakt, że kurort jest pilnie strzeżony przez policję i „prywatne agencje ochrony”. Jakie były szanse schwytania 3 czarnoskórych bydlaków? Niemal żadne. Działania podejmowane przez włoską policję nie przynosiły zamierzonych efektów. Jednak w dziwnych okolicznościach dwóch z nich samych zgłosiło się na posterunek policji. Szybko pojawiły się plotki, że zbrodniarze zostali podwiezieni pod komisariat „w bagażniku”, a wcześniej złożono im propozycję nie do odrzucenia. „Sukces” policji w ujęciu dwóch sprawców ataku pomógł w schwytaniu herszta bandy, który próbował uciec. Władze włoskie szybko zdementowały te plotki, ale jak inaczej wytłumaczyć fakt, że mężczyźni, wiedząc, że grozi im surowa kara, sami oddali się w ręce stróżów prawa? Pozostawieni sami sobie przez nieudolnych polityków pokroju Merkel czy Macrona, obywatele Europy Zachodniej szukają oparcia w lokalnych grupach przestępczych. hrabia Onufry
sobota
21 Październik 2017
12:07
Inwazja islamskich gangsterów Wśród lewicowych mediów panuje zmowa milczenia na temat przestępczej działalności imigrantów. Chociaż wśród nich są Syryjczycy, Afgańczycy czy przybysze z Afryki, i są podzieleni etnicznie, to na nowym lądzie tworzą zorganizowane grupy zastraszające mieszkańców Grecji, Włoch czy Niemiec. Grupy te, co zrozumiałe, nie ograniczają się do napastowania kobiet w miejscach publicznych. Często to weterani wojenni, którzy wiedzą, jak używać broni i znają smak krwi. Celem przestępczej działalności islamskich mafii są przychody z włamań, kradzieży ulicznych, kradzieży samochodów. Coraz częściej upatrują sobie dany teren, terroryzując mieszkańców tylko po to, żeby ściągać haracz. Korzystają przy tym z przychylnych im mediów oraz atmosfery pobłażliwości. Właściciele sklepików, hotelików czy lokalni przedsiębiorcy często stają przed wyborem: albo zapłacą haracz (który w kulturze islamskiej ma ugruntowaną tradycję), albo stracą swój biznes. Zostanie on spalony albo rodzinie przedsiębiorcy zwyczajnie zdarzy się coś złego. Gdy zastraszani mieszkańcy zwracają się z prośbą o pomoc do policji, ta rozkłada ręce. Nie ma środków ani motywów, żeby chronić swoich obywateli przed imigrantami. Nie postawi przecież policjanta przed każdym domem. hrabia Onufry
sobota
21 Październik 2017
12:04
@6 króli. Należysz niezmiennie do tych ,którzy już przed wojną chcieli innych relokować na Madagaskar.Twój nacjonalizm i faszystowski sposób myślenia bardziej ciebie pretenduje do relokacji ze współczesnej Europy jako wybitnego szowinistę.W Europie jest miejsce dla wszystkich o różnych poglądach,rasach i wyznaniu,kto tego nie rozumie rozmija się z człowieczeństwem.Polska zawsze leżała w Europie i musi te ogólne europejskie zasady przestrzegać,obojętne ,czy podobają się one takim durniom jak ty,czy nie. skryba
sobota
21 Październik 2017
07:42
Zebrane dane wskazują z dużym prawdopodobieństwem, że Muszyński, dziś wiceprezes TK, od połowy lat 90. jako oficer służb „prowadzi” obecną prezes TK Julię Przyłębską. Poznali się na placówce w Berlinie i przez lata utrzymywali relacje, których charakter mógł być związany z pracą Muszyńskiego dla specsłużb. W 1991 r. do Poznania wyrusza Dariusz S., młody oficer Zarządu Wywiadu Urzędu Ochrony Państwa. Do służb przyszedł w 1987 r., pozytywnie zweryfikowany po upadku PRL skończył kurs w Ośrodku Kształcenia Wywiadu w Starych Kiejkutach. Przyjmuje legalizacyjne nazwisko „Wiernicki”. Wyjazd do stolicy Wielkopolski to jedno z jego pierwszych zadań. Brzmiało: „obudzić” agenta „Wolfganga”, który w 1979 r. podpisał zobowiązanie do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL. „Wolfgang” to pseudonim przyjęty przez Andrzeja Przyłębskiego, naukowca, który na współpracę z SB zgodził się jako student, bo bał się, że nie dostanie paszportu. Potem nie wywiązywał się z zadań i bezpieka relację zamknęła. Teraz wywiad RP uznaje, że Przyłębski przyda się jako „współpracownik na kierunku niemieckim”. Specjalizuje się w kulturze i filozofii tego kraju, wystąpił o stypendium naukowe w Bonn. Teczka „Wolfganga” ma „zachęcić” naukowca do współpracy ze służbami odrodzonej Rzeczypospolitej. – To było jego pierwsze „stuknięcie”, tak nazywaliśmy werbunek – mówi dawny kolega Dariusza S. Według niego „S. nie musiał nawet pokazywać Przyłębskiemu zobowiązania z 1979 r.”. Naukowiec miał się zgodzić na współpracę bez zastrzeżeń. Przyłębski został zwerbowany jako „specjalista – kontakt operacyjny”. Dostał nowy pseudonim i przekazany został do wydziału ds. Europy Zachodniej Zarządu Wywiadu. – W latach 90. nie prowadziliśmy przeciwko Niemcom wrogiej działalności. To byli nasi sojusznicy, mieliśmy pełną współpracę. W placówkach konsularnych był oficjalny łącznik wywiadu, trzeba było mieć ludzi jako zabezpieczenie wywiadowcze – tłumaczy b. oficer UOP. Takie zabezpieczenie „robiło się z drugiej linii”: – Poprzez werbunek osób pracujących w MSZ albo takich, które myśmy do MSZ kierowali lub pomagaliśmy im zająć tam stanowisko. Według ustaleń wraz z ponownym werbunkiem Przyłębskiego wywiad zainteresował się jego żoną Julią, wówczas sędzią poznańskiego sądu rodzinnego. Służby zarejestrowały ją jako „zabezpieczenie”. To rodzaj zastrzeżenia, blokady; oznacza, że osoba jest w zainteresowaniu danej specsłużby. – Takie rzeczy robiło się rutynowo, by inna służba, np. WSI, aktywna na kierunku zachodnim nie wchodziła nam w drogę, próbując np. werbować żony lub partnerki naszych ludzi wyjeżdżających za granicę – tłumaczy kolejny informator. Przełożony Dariusza S., Sławomir W., po werbunku prowadził akta Przyłębskich. To on wysłał S. do ambasady w Berlinie jako szyfranta. Gdy w 1996 r. Przyłębski został attaché kulturalnym, Dariusz S. już tam pracował. Ale to nie on dostał zadanie „prowadzenia” Przyłębskiego w Berlinie. Misję tę otrzymał skierowany do ambasady Mariusz Muszyński, oficer, który do specsłużb wstąpił na początku lat 90., a szkołę w Kiejkutach ukończył w 1993 r. – W centrali Muszyński siedział rok. Zapamiętaliśmy go, bo był przebojowy. Szybko zaczął zabiegać o skierowanie na etat niejawny do MSZ – opowiada starszy kolega Muszyńskiego. Szefem wywiadu był wtedy gen. Bogdan Libera. – Muszyński straszył Liberę, że reprezentuje młodą, nieskażoną PRL kadrę i dlatego należy mu się awans – wspomina oficer. Jako pracownik centrali Muszyński miał nosić nazwisko legalizacyjne „Badeński”. Wśród kolegów miał ksywkę „King Kong” z powodu słusznej postury i przeszłości. Jako student był zapaśnikiem i ochroniarzem w dyskotece. Muszyński szybko dostał zgodę na przejście do MSZ i wyjazd do Niemiec. Decyzję podjął płk Leszek M. zatwierdzający zagraniczną agenturę wywiadu, wieloletni rezydent i oficer łącznikowy m.in. w Afryce i we Francji. Dyplomata Muszyński miał kierować działem prawnym konsulatu w Berlinie. A jako oficer – nadzorować siatkę wywiadu w ambasadzie i konsulacie. W ten sposób „przejął” Przyłębskiego. W Berlinie Muszyńscy (obecny wiceprezes TK był tam z żoną) i Przyłębscy trzymali się razem. Nie jest oczywiste, że Przyłębski miał świadomość, że Muszyński pracuje na podwójnym etacie i odpowiada w służbach za kontakt ze współpracownikami wywiadu. Według dwóch relacji ludzi wywiadu Muszyński w trakcie pracy w Berlinie złożył wniosek o przekwalifikowanie Przyłębskiej z „zabezpieczenia” na „osobowe źródło informacji”. Nadał jej pseudonim i przyjął do „prowadzenia”. Dyplomatyczna kariera Muszyńskiego zakończyła się ok. 2002 r. Musiał w trybie pilnym wrócić do kraju. Okoliczności nie są dokładnie znane. Wiadomo tylko, że nastąpiło to na wniosek strony niemieckiej. Nie było to wydalenie (niepraktykowane w relacjach państw sojuszniczych), ale „stanowcza prośba”. Wysoce prawdopodobna wersja jest taka, że Muszyński usiłował nakłonić do współpracy urzędnika z niemieckiego MSZ, przed którym się zdekonspirował jako pracownik wywiadu RP. Urzędnik poinformował swoje władze i doszło do interwencji. cba
sobota
21 Październik 2017
00:48
UOKIK - Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.@abc- ani a, ani be ani kukuryku 6 króli
piatek
20 Październik 2017
22:01
@Marian, nie uważasz że skryba ze szperaczem powinni podlegać relokacji? 6 króli
piatek
20 Październik 2017
21:33
@Marian zamilcz Ty pisowski gnoju, już mamy dość dość gnoi w polityce. w miarę normalny
piatek
20 Październik 2017
21:00
@Marian. Co powiesz o tym chamidle bielskim ? Stanisław Pięta po raz kolejny udowodnił, że bezczelność polityków nie zna granic. – Jeśli uczciwie głodują, to trochę schudną – w tak pogardliwych słowach kontrowersyjny poseł PiS opisał protest głodowy lekarzy,przebił nawet "niech jadą ". szperacz
piatek
20 Październik 2017
15:22
@Marian .Pisiarstwo na forach w stosunku do adwersarzy używa takiego języka,że musi być ktoś,który "odpowie pięknym,za nadobne". Zdaje się,że niewielu jest takich ,bo wiem,że w chamstwie i prostactwie pisiarstwa nikt i nic nie prześcignie,ja się przynajmniej staram ,aby im dorównać.Kuda mi jednak do języka pisuarów. skryba
piatek
20 Październik 2017
15:15
Skryba szkoda że nie sezonowałeś w inkubatorze efekt widać do dzisiaj w twoich wulgarnych komentarzach. Nieuleczalna choroba widać efekty niestety szkoda mi cię synku ,ale pamiętaj zawsze jest czas żeby się opamiętać trzymam kciuki. Marian
piatek
20 Październik 2017
13:35
Poprzednie 1 2 3 4 5 6 7 ... 11 12 13 Nastpne
Korzystanie z forum oznacza akceptację regulaminu.
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług. Pamiętaj, że w każdej chwili możesz zmienić ustawienia dotyczące Cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej. OK
Strona wygenerowana w 0.090 sek.